Spis treści
AKTUALIZACJA, wtorek 14 kwietnia, godzina 14. Jak ustalił dziennikarz Super Expressu, pracownicy Biaglassu doszli do porozumienia z prezesem firmy na warunkach, które zaproponował.
Dramat załogi huty Biaglass. Relokacja na Dolny Śląsk
Sprawa dotyczy bardzo trudnej sytuacji zatrudnionych w białostockiej hucie szkła Biaglass. Jak informowaliśmy wcześniej, zakład został zlikwidowany w dotychczasowej lokalizacji i przeniesiony do oddalonego o 700 kilometrów Pieńska na Dolnym Śląsku, a teren dawnej fabryki sprzedano deweloperowi. Najważniejsze fakty w tej sprawie prezentują się następująco:
- Produkcja z Białegostoku została całkowicie przeniesiona do Pieńska.
- Załoga miała stawić się w nowym miejscu pracy.
- Dopiero naciski ze strony Państwowej Inspekcji Pracy oraz protesty wymusiły na prezesie deklarację załatwienia sprawy w oparciu o przepisy.
- We wtorek, 14 kwietnia, załoga miała otrzymać dokumenty kończące współpracę.
- Zamiast tego podsunięto im pisma odbierające prawo do odszkodowań i długiego okresu wypowiedzenia.
Polecany artykuł:
Obietnice prezesa Czemiela a rzeczywistość
Wtorek, 14 kwietnia, miał być dniem, w którym zatrudnieni sfinalizują sprawy kadrowe z godnością. Rzeczywistość okazała się jednak dla nich bezlitosna. Pracownicy Biaglassu nie tego się spodziewali.
Ufając tym słowom, licznie zgromadzona załoga – w tym osoby z 40-letnim stażem pracy – stawiła się po odbiór dokumentów. Ludzie byli przekonani, że otrzymają gwarantowane ustawowo odprawy i zachowają trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Zamiast tego przedłożono im do podpisu "lojalki", które całkowicie odbierały im prawo do trzymiesięcznego wypowiedzenia oraz odszkodowań. Pisma te dodatkowo zwalniały zarząd z odpowiedzialności za likwidację fabryki w Białymstoku i wymuszały milczącą zgodę na relokację o 700 kilometrów.
– Jak pan mógł obiecać co innego, a teraz bezczelnie się wycofać?! – pytali wściekli pracownicy. Odpowiedź prezesa zwala z nóg. – Mogłem, po prostu tydzień temu się pomyliłem – tłumaczył prezes.
- Czuje się zdradzona i poniżona - żali się 50-letnia Izabela Juźwik (50 l.)
Pracownicy zapowiadają walkę w sądzie.