Kolejne rozczarowanie pracowników Biaglassu. "Czuje się zdradzona i poniżona"

2026-04-14 12:44

Zamiast spokojnego zakończenia wieloletniej pracy – kolejne rozczarowanie. Pracownicy białostockiej huty szkła Biaglass, którzy 14 kwietnia przyszli odebrać obiecane wypowiedzenia i odprawy, twierdzą, że zostali postawieni w sytuacji nie do przyjęcia. To, co zastali na miejscu, całkowicie odbiegało od wcześniejszych deklaracji prezesa.

AKTUALIZACJA, wtorek 14 kwietnia, godzina 14. Jak ustalił dziennikarz Super Expressu, pracownicy Biaglassu doszli do porozumienia z prezesem firmy na warunkach, które zaproponował.

Dramat załogi huty Biaglass. Relokacja na Dolny Śląsk

Sprawa dotyczy bardzo trudnej sytuacji zatrudnionych w białostockiej hucie szkła Biaglass. Jak informowaliśmy wcześniej, zakład został zlikwidowany w dotychczasowej lokalizacji i przeniesiony do oddalonego o 700 kilometrów Pieńska na Dolnym Śląsku, a teren dawnej fabryki sprzedano deweloperowi. Najważniejsze fakty w tej sprawie prezentują się następująco:

  • Produkcja z Białegostoku została całkowicie przeniesiona do Pieńska.
  • Załoga miała stawić się w nowym miejscu pracy.
  • Dopiero naciski ze strony Państwowej Inspekcji Pracy oraz protesty wymusiły na prezesie deklarację załatwienia sprawy w oparciu o przepisy.
  • We wtorek, 14 kwietnia, załoga miała otrzymać dokumenty kończące współpracę.
  • Zamiast tego podsunięto im pisma odbierające prawo do odszkodowań i długiego okresu wypowiedzenia.

Obietnice prezesa Czemiela a rzeczywistość

Wtorek, 14 kwietnia, miał być dniem, w którym zatrudnieni sfinalizują sprawy kadrowe z godnością. Rzeczywistość okazała się jednak dla nich bezlitosna. Pracownicy Biaglassu nie tego się spodziewali.

Ufając tym słowom, licznie zgromadzona załoga – w tym osoby z 40-letnim stażem pracy – stawiła się po odbiór dokumentów. Ludzie byli przekonani, że otrzymają gwarantowane ustawowo odprawy i zachowają trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Zamiast tego przedłożono im do podpisu "lojalki", które całkowicie odbierały im prawo do trzymiesięcznego wypowiedzenia oraz odszkodowań. Pisma te dodatkowo zwalniały zarząd z odpowiedzialności za likwidację fabryki w Białymstoku i wymuszały milczącą zgodę na relokację o 700 kilometrów. 

– Jak pan mógł obiecać co innego, a teraz bezczelnie się wycofać?! – pytali wściekli pracownicy. Odpowiedź prezesa zwala z nóg. – Mogłem, po prostu tydzień temu się pomyliłem – tłumaczył prezes. 

Czuje się zdradzona i poniżona - żali się 50-letnia Izabela Juźwik (50 l.)

Pracownicy zapowiadają walkę w sądzie.

Białystok. Pościg za kierowcą BMW. 25-latek rozbił auto o latarnię