Pakowali bydło do busa. Rolnicy z Podlasia stawili opór. Gospodarz ruszył z prętem

2026-09-01 16:26

Przed Sądem Rejonowym w Białymstoku rozpoczął się we wtorek (1.09) proces mężczyzn oskarżonych o kradzieże bydła z pastwisk. W jednym przypadku doszło do pobicia właściciela zwierząt. Wśród oskarżonych jest mężczyzna, któremu śledczy zarzucili, że kupił kradzione krowy.

Pakowali bydło do busa. Rolnicy z Podlasia stawili opór. Gospodarz ruszył z prętem
Autor: Clara Bastian/ Shutterstock

Oskarżeni mają od 25 do 42 lat, są mieszkańcami województwa podlaskiego. Czterem z nich prokuratura zarzuca, że – w różnych miejscach i konfiguracjach personalnych – kradli upatrzone zwierzęta (byki, krowy i jałówki) z pastwisk, ładowali je do busa, po czym wieźli w umówione miejsce i sprzedawali konkretnym osobom.

W jednym przypadku, gdy rolnik zauważył kradzież i próbował jej zapobiec, został pobity. Działo się to jesienią ubiegłego roku niedaleko podbiałostockich Łap. 72-letni gospodarz sprawdzał wieczorem, czy wszystko jest w porządku ze zwierzętami pozostawionymi na łące za zabudowaniami. Na mało uczęszczanej drodze zauważył busa, co wydało mu się podejrzane. Jednocześnie okazało się, że w stadzie brakuje mu dwóch byków.

Starszy mężczyzna próbował rowerem dogonić busa, który zatrzymał się niedaleko i nie dawał rady wyjechać z pobocza. Zobaczył też wtedy zwierzęta przywiązane do drzewa. Jak opisywał, zaatakowało go trzech zamaskowanych mężczyzn, którzy powalili go na ziemię i kazali leżeć, dopóki nie odjadą. Ostatecznie tych zwierząt nie ukradli, bo nadjechał drugi z gospodarzy z metalowym prętem w ręku.

Śledczy zakwalifikowali to przestępstwo jako usiłowanie kradzieży rozbójniczej. Grozi za to do 10 lat więzienia, a za kradzież i paserstwo – do 5 lat.

Według ustaleń śledztwa oskarżeni kradli bydło w różnych miejscach i robili to na zlecenie, tzn. mieli kupców na te zwierzęta. Piąty z oskarżonych ma właśnie zarzuty paserstwa, tzn. tego, że wiedząc, iż zwierzęta są kradzione, kupował je. Poszkodowani w tej sprawie rolnicy swoje straty oszacowali łącznie na 50 tys. zł. Dwóch z nich ma status oskarżycieli posiłkowych.

We wtorek przed białostockim sądem rozpoczął się proces w tej sprawie. Stawił się tylko jeden z oskarżonych. Mężczyzna przyznał się, że uczestniczył w kradzieży dwóch zwierząt. Ale – jak opisał – miał nie wiedzieć, że będzie to kradzież i w przestępstwie pełnił jedynie pomniejszą rolę. Opisał, gdzie zwierzęta zostały zawiezione oraz że wszystko wyglądało na umówioną kradzież.

Według jego wiedzy nabywca zapłacił za każdą z jałówek po 7 tys. zł. Z aktu oskarżenia wynika, że takie zwierzęta były warte łącznie ok. 25 tys. zł.

Ponieważ większość zatrzymanych w śledztwie przyznała się, sąd zwracał uwagę, że dopóki nie rozpocznie się postępowanie dowodowe, czyli do czasu zakończenia wyjaśnień oskarżonych, mogą oni złożyć wnioski o poddanie się karze bez przeprowadzania rozprawy.

Na kolejnej rozprawie zaplanowanej na październik ma zeznawać przynajmniej dwóch oskarżonych. Zadeklarowali to we wtorek ich obrońcy. Niewykluczone, że sąd rozpocznie też przesłuchania świadków. 

Rolnicy. Podlasie. Andrzej z Plutycz poprosił Walka o pomoc