- 36-letnia Karolina z Białegostoku wpłaciła 100 tys. zł zaliczki na dwie działki w Ignatkach.
- Sprzedażą miał zajmować się adwokat Mariusz M., który zapraszał zainteresowanych do kancelarii w centrum miasta.
- Według jego wyjaśnień ziemia należała do trzech braci, a on pomagał w podziale i sprzedaży parceli.
- Poszkodowani twierdzą, że osiem działek zostało przedwstępnie sprzedanych aż 14 osobom.
- Łączna kwota wpłaconych zaliczek, które nie zostały zwrócone, ma wynosić około 600 tys. zł.
- Część kupujących odzyskała pieniądze, jednak wielu nadal czeka na zwrot wpłat.
- Sprawa została zgłoszona na policję, a do Okręgowej Rady Adwokackiej w Białymstoku trafiła skarga.
- Adwokat nie kontaktuje się obecnie z poszkodowanymi.
Klienci wpłacali setki tysięcy złotych za ziemię w Ignatkach
Inwestycja w kawałek własnego gruntu miała zagwarantować stabilną przyszłość, jednak w rzeczywistości przyniosła wyłącznie stres oraz utratę potężnych oszczędności. 36-letnia Karolina Witek z Białegostoku uważa się za ofiarę niezwykle zuchwałego procederu. Kobieta opowiedziała dziennikarzowi Super Expressu o swoich doświadczeniach związanych z poszukiwaniami idealnej lokalizacji pod budowę. Atrakcyjnie usytuowana miejscowość Ignatki stanowi w praktyce bezpośrednie przedmieścia podlaskiej stolicy.
„Szukaliśmy z mężem działki, na której w przyszłości moglibyśmy wybudować dom. Kiedy zobaczyłam ogłoszenie o sprzedaży działek w Ignatkach, pomyślałam, że właśnie tego szukamy”
Podejrzany adwokat Mariusz M. zaprosił ofiarę do białostockiej kancelarii
Oferta kusiła przede wszystkim wyjątkowo korzystnymi warunkami finansowymi, ponieważ stawka wynosiła zaledwie dwieście złotych za metr kwadratowy. Okoliczne nieruchomości wyceniano zazwyczaj o sto złotych drożej. Kontakt telefoniczny z ogłoszeniodawcą zaowocował rozmową z mężczyzną tytułującym się jako mecenas Mariusz M., który następnie zaproponował spotkanie. Według relacji poszkodowanej przekazanej mediom, wizyta w profesjonalnie wyglądającym biurze prawnym wzbudziła jej ogromne zaufanie. Mężczyzna opisał skomplikowaną sytuację prawną terenów należących do rodzeństwa, tłumacząc swoje zaangażowanie koniecznością uregulowania spraw podziału majątku.
„Zaprosił mnie do swojej kancelarii w centrum Białegostoku. Wyglądał profesjonalnie. Wyjaśnił, że ziemi należy do braci. Dwóch chce sprzedać teren, a trzeci, chociaż ma tylko 1/24 udziału, się nie zgadza.”
Podczas wizyty prawnik zaprezentował klientce plan zagospodarowania terenu z ośmioma dostępnymi fragmentami gruntu. Kobieta zdecydowała się na rezerwację dwóch sąsiadujących ze sobą obszarów, planując postawienie budynku mieszkalnego oraz zaaranżowanie przestrzeni rekreacyjnej.
„Jedna pod dom, druga na ogródek. To miał być nasz kawałek świata”
Ogromna zaliczka za grunty na Podlasiu i brak postępów w transakcji
Późnym latem ubiegłego roku, dokładnie dwudziestego pierwszego sierpnia, małżonkowie sformalizowali swoje plany poprzez zawarcie stosownych dokumentów przedwstępnych. Wówczas na konto kancelarii trafiła kwota w wysokości aż stu tysięcy złotych. Pani Karolina w rozmowie z mediami podkreśliła, że przed podjęciem ostatecznej decyzji bardzo dokładnie zweryfikowała uprawnienia zawodowe mężczyzny oraz stan prawny samych nieruchomości.
„Wszystko sprawdziliśmy. Mariusz M. rzeczywiście jest adwokatem, a działki należały do trzech braci”
Pozytywna ocena sytuacji skłoniła również brata poszkodowanej i jego partnerkę do zainwestowania środków w pobliską parcelę. Z upływem kolejnych miesięcy proces przeniesienia własności całkowicie utknął w martwym punkcie. Jednocześnie w przestrzeni internetowej nieustannie publikowano nowe oferty zbycia tych samych fragmentów ziemi. Niedługo później trzydziestosześciolatka odkryła przerażającą prawdę o działaniach rzekomo zaufanego prawnika.
Zasadzka na nieuczciwego prawnika. Sprawa oszukanych klientów trafiła na policję
Zaniepokojeni nabywcy postanowili przeprowadzić własne śledztwo i zweryfikować intencje sprzedawcy. Widząc kolejne ogłoszenie w internecie, poprosili znajomego o wcielenie się w rolę potencjalnego kupca, podczas gdy sami czatowali tuż pod wejściem do biura. Białostoczanka wyznała, że słyszała na własne uszy próby nakłonienia kolejnej nieświadomej osoby do przelania sporych środków.
„Słyszeliśmy, jak pan adwokat próbuje wyłudzić zaliczkę od kolejnej osoby. Takiej bezczelności nie dało się wytrzymać”
Dziewiętnastego grudnia zorganizowano bezpośrednie starcie z nieuczciwym mecenasem, które ostatecznie potwierdziło najgorsze obawy inwestorów. Pokrzywdzeni zgłosili zawiadomienie do organów ścigania, gdzie swoje zeznania złożyła cała czternastoosobowa grupa klientów. W obliczu oskarżeń mężczyzna próbował unikać odpowiedzialności i deklarował szybkie uregulowanie wszystkich zobowiązań wobec niedoszłych właścicieli ziemskich.
„Mieliśmy już pewność, że zostaliśmy oszukani. Poszliśmy na policję. Funkcjonariusze przyjęli zeznania od wszystkich 14 osób. Adwokat wił się jak piskorz. Obiecywał, że odda wszystkie zaliczki”
Skarga do Okręgowej Rady Adwokackiej
Część obietnic została ostatecznie zrealizowana, dzięki czemu krewny trzydziestosześciolatki odzyskał zainwestowany kapitał w całości. Niestety sama główna zainteresowana do dziś nie otrzymała zwrotu nawet ułamka wpłaconych wcześniej funduszy.
W odpowiedzi na zaistniałą sytuację do białostockiej Okręgowej Rady Adwokackiej wpłynęło oficjalne pismo opisujące kontrowersyjne praktyki członka palestry. Inwestorzy chcieli w ten sposób ostrzec środowisko prawnicze przed nieuczciwym kolegą po fachu.
„Chcieliśmy, żeby wiedzieli, kogo mają w swoim gronie”