Krwawy finał andrzejek w Białymstoku. Matka straciła syna. Są dwie różne wersje wydarzeń

2026-10-29 12:48

Sąd Apelacyjny w Białymstoku zakończył w środę proces w sprawie 26-latka, który w pierwszej instancji usłyszał wyrok 14,5 roku pozbawienia wolności m.in. za zabójstwo. Do śmierci poszkodowanego doprowadziło pojedyncze ugodzenie nożem. Adwokaci oskarżonego dowodzą, że działał on w obronie koniecznej lub ewentualnie przekroczył jej granice.

Krwawy finał andrzejek w Białymstoku. Matka straciła syna. Są dwie różne wersje wydarzeń
Autor: Jack Quillin/ Shutterstock

Tragiczne wydarzenia rozegrały się w nocy z 30 listopada na 1 grudnia 2024 roku w trakcie spotkania andrzejkowego, zorganizowanego na terenie jednego z białostockich osiedli komunalnych. Z ustaleń śledczych zawartych w akcie oskarżenia wynika, że sprawca zabrał z kuchni nóż i ugodził nim pokrzywdzonego w klatkę piersiową, co okazało się śmiertelne.

Gdy napastnik zorientował się, co zrobił, oddalił się z miejsca zdarzenia i podjął próbę ukrycia się. Zdaniem oskarżycieli w działaniach tych wspierała go 28-letnia partnerka wraz ze swoim bratem.

Czytaj też: Kradli krowy na Podlasiu i brutalnie pobili 72-letniego rolnika. Ruszył proces szajki

Partnerka głównego oskarżonego usłyszała dodatkowo zarzut nieudzielenia pomocy ciężko rannemu uczestnikowi imprezy, co mogła uczynić chociażby dzwoniąc po karetkę pogotowia. W pierwszej instancji sąd wymierzył kobiecie nieprawomocną karę roku pozbawienia wolności, natomiast wobec jej brata zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary, nakładając na niego grzywnę w wysokości 5 tys. zł.

Od orzeczenia wydanego przed rokiem przez Sąd Okręgowy w Białymstoku odwołały się obydwie strony postępowania. Apelację złożyli zarówno adwokaci reprezentujący całą trójkę oskarżonych, jak i pełnomocnik matki zamordowanego mężczyzny, występującej w roli oskarżycielki posiłkowej. Kobieta domaga się zaostrzenia wyroków, wnioskując o 18 lat więzienia dla 26-letniego sprawcy zabójstwa oraz 6 lat dla jego partnerki, a także o trzykrotne zwiększenie kwoty zadośćuczynienia z zasądzonych 50 tys. zł do 150 tys. zł.

Pełnomocnik 26-latka stoi na stanowisku, że całe zajście zostało sprowokowane przez samego pokrzywdzonego, który zachowywał się agresywnie, natomiast oskarżony starał się jedynie powstrzymać narastający konflikt. Argumentację tę oparto na relacjach świadków obecnych feralnej nocy w lokalu.

„Był to w zasadzie instynkt przetrwania i odparcia tego ataku, który eskalował przez cały wieczór” – mówiła w mowie końcowej mec. Katarzyna Gregorczuk-Praczuk.

Według adwokatki zachowanie jej klienta należy rozpatrywać w kategoriach obrony koniecznej bądź ewentualnego przekroczenia jej granic. W związku z tym obrończyni wnosi przede wszystkim o uniewinnienie mężczyzny od zarzutu zabójstwa, a także o zmniejszenie zasądzonego zadośćuczynienia.

Czytaj też: Wyszedł pod blok z siekierą. Zaskakujące tłumaczenie 38-latka

Zbliżoną wersję wydarzeń zaprezentował adwokat reprezentujący rodzeństwo odpowiadające m.in. za ułatwienie ucieczki 26-letniemu sprawcy. On również przekonywał, że to zmarły mężczyzna początkowo wprowadził nerwową atmosferę podczas spotkania, a w konsekwencji wywołał agresję.

Jak wskazywał mec. Rafał Gulko, działania głównego oskarżonego polegały na odpieraniu ataku ze strony pokrzywdzonego.

– Bronił, można powiedzieć, swojego życia i pozwolił też uciec mojej klientce i właścicielce mieszkania – powiedział w mowie końcowej.

Zupełnie odmienny obraz tamtej nocy kreślą śledczy oraz pełnomocniczka matki ofiary. Reprezentująca ją mec. Natalia Bohojło-Naumowicz podkreślała, że zdarzenie to nie było dziełem przypadku ani nieszczęśliwym splotem okoliczności, lecz stanowiło „zachowanie człowieka, który sięgnął po niebezpieczne narzędzie, a następnie skierował je przeciwko innemu człowiekowi, zadając cios w newralgiczne miejsce dla jego funkcji życiowych”.

Prawniczka akcentowała fakt, że 26-latek sam udał się do pomieszczenia kuchennego, skąd przyniósł nóż. Zaznaczyła również, że w momencie narastania napięcia i wybuchu sprzeczki mężczyzna miał możliwość postąpić inaczej i po prostu opuścić lokal.

„To nie była reakcja obronna” – mówiła o oskarżonym mec. Natalia Bohojło-Naumowicz.

– To nie była równa walka, oskarżony nie musiał się bronić przed pokrzywdonym. Nie było działania w obronie koniecznej lub przy przekroczeniu jej granicy – ocenił prok. Jacek Pletniewski z Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe.

Oskarżyciel publiczny wnosi o utrzymanie wyroku w mocy poprzez oddalenie obydwu apelacji.

„Bardzo żałuję tego, co się stało. Mimo tego, że zostałem oskarżony o zabójstwo, działałem w obronie koniecznej” – mówił w ostatnim słowie oskarżony.

26-latek tłumaczył przed sądem, że jego ucieczka wynikała z silnego wzburzenia emocjonalnego, jednak w ostatecznym rozrachunku dobrowolnie oddał się w ręce funkcjonariuszy policji. Skierował również słowa przeprosin do matki zmarłego mężczyzny.

Sąd odwoławczy ma ogłosić prawomocny wyrok w tej sprawie w listopadzie.

Białystok. Pościg za kierowcą BMW. 25-latek rozbił auto o latarnię

ROLKI