„Dopadnę cię!”. Groził i spełnił obietnicę. Strzelił do byłej partnerki i 2-letniego syna

2026-10-01 17:55

Mieszkańcy Dojlid Górnych pod Białymstokiem przeżyli chwile grozy. W jednym z domów padły strzały, a 47-letni mężczyzna miał zaatakować swoją byłą partnerkę i ich 2-letniego syna. Ranna kobieta zdołała wezwać pomoc. Napastnik uciekł do lasu, gdzie później odnaleziono jego ciało. Jedna z sąsiadek opowiedziała, co usłyszała chwilę po tragedii.

Dojlidy Górne: Dariusz P. zaatakował byłą partnerkę i synka Oliwiera

Środowe przedpołudnie na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców Dojlid Górnych w okolicach Białegostoku. To właśnie tam 47-letni Dariusz P. urządził krwawą rzeź, mszcząc się na swojej byłej partnerce za próbę wyrwania się ze spirali przemocy. Sprawca wykorzystał broń czarnoprochową, ignorując przy tym nałożony wcześniej przez śledczych zakaz zbliżania się do rodziny, wobec której stosował przemoc. Napastnik wkroczył do budynku około godziny 10, po czym bez wahania otworzył ogień do domowników, raniąc Joannę oraz ich dwuletniego syna, Oliwiera. Natychmiast po oddaniu strzałów agresor wybiegł z posesji i skierował się do okolicznego lasu.

Strzały w Białymstoku. Sąsiadka myślała, że ktoś płoszy szpaki

Pierwsze sygnały dramatu usłyszała jedna z sąsiadek. To, co przekazuje jest przerażające. 

- Usłyszałam trzy strzały. Myślałam, że to sąsiad płoszy szpaki. Zaraz potem rozległo się głośne wołanie o pomoc

- opowiada zszokowana 68-letnia Ewa Jóźwik. Ranna Joanna D. zdołała przedostać się na balkon z postrzelonym maluchem na rękach, a towarzyszył im przerażony i równie zakrwawiony pies. Kobieta ostatkiem sił zdołała zaalarmować służby ratunkowe. Jako pierwsi na miejsce zdarzenia dotarli strażacy, jednak z uwagi na obecność uzbrojonego bandyty w okolicy, musieli wstrzymać się z akcją do przyjazdu funkcjonariuszy. Dopiero zabezpieczenie terenu przez uzbrojonych policjantów pozwoliło ratownikom wejść na posesję i zająć się poszkodowanymi.

- Widziałam, jak strażak niósł na rękach chłopczyka. Aż się serce krajało. Zaraz potem nieśli na noszach Joasię. To był przerażający widok. Całą noc modliłam się, żeby oboje przeżyli. To tacy cudowni ludzie

- wspomina ze łzami w oczach pani Ewa.

Joanna D. żyła w strachu. Dariusz P. zapowiadał zemstę

Szybko wyszło na jaw, że 46-letnia Joanna D. od dłuższego czasu funkcjonowała w poczuciu ogromnego zagrożenia. Zaledwie czternaście dni przed atakiem z bronią, Dariusz P. miał się na nią rzucić, próbując bić i dusić. Interweniujący wówczas mundurowi zmusili agresora do opuszczenia posesji oraz kategorycznie zabronili mu kontaktów z bliskimi. Wychodząc z domu, mężczyzna rzucił w kierunku 46-latki jednoznaczne ostrzeżenie.

„Dopadnę cię!”

- odgrażał się sprawca i jak się okazało, dotrzymał złożonej obietnicy. Zaraz po brutalnym ataku skrył się wśród drzew.

Koniec obławy pod Białymstokiem. 47-latek popełnił samobójstwo

Od razu po otrzymaniu zgłoszenia mundurowi rozpoczęli poszukiwania uciekiniera na szeroką skalę. Trwająca kilka godzin akcja w okolicznym masywie leśnym zakończyła się odnalezieniem martwego 47-latka, obok którego leżała porzucona broń czarnoprochowa, wykorzystana wcześniej przeciwko bliskim. Zgromadzone ślady wskazują, że mężczyzna postanowił sam wymierzyć sobie karę i odebrał sobie życie.

Lekarze ze szpitali w Białymstoku uratowali 2-letniego Oliwiera i jego matkę

Równolegle w białostockich szpitalach trwała dramatyczna walka o ustabilizowanie stanu zdrowia rannych pacjentów. Specjaliści dokonali niemożliwego. Przedstawiciel Szpitala Wojewódzkiego przekazał, że 46-latka pomyślnie przeszła zabieg chirurgiczny, a jej parametry życiowe uległy stabilizacji. Pozytywne informacje napłynęły również z Dziecięcego Szpitala Klinicznego, gdzie udało się ocalić małego Oliwiera. Mimo że dwulatek otrzymał groźny postrzał w okolicę szyi, on także znajduje się w stabilnym stanie, co oznacza, że modlitwy sąsiadki zostały wysłuchane.

ROLKI