Poranna cisza w domu 40-letniego mechanika z Białegostoku została przerwana minutę po godzinie szóstej. To właśnie wtedy na posesję Krzysztofa Michałowskiego, szerzej kojarzonego w internecie jako "Profesor Chris", wkroczyli przedstawiciele Służby Celno-Skarbowej.
Interwencja miała niezwykle dynamiczny przebieg. W środku znajdowali się domownicy: żona, dwie córeczki w wieku 5 i 10 lat oraz wiekowy pies. Wszyscy byli świadkami wejścia mundurowych wyposażonych w długą broń, którzy wydawali głośne i stanowcze polecenia.
Służby dokładnie przeszukały budynek mieszkalny, rekwirując znalezione tam pieniądze. Działania nie ograniczyły się jednak tylko do prywatnej posiadłości. Funkcjonariusze udali się również do warsztatu youtubera, gdzie także zabezpieczyli gotówkę, którą Michałowski wykorzystywał do bieżącej działalności firmy.
Zatrzymany próbował na gorąco wyjaśnić sytuację, wskazując na pełną transparentność swoich finansów. Relacjonuje też jeden ludzki gest ze strony funkcjonariuszy.
Na wszystko mam faktury, rachunki. Nie ma tu nawet jednej nieudokumentowanej złotówki. O co Państwu chodzi? - próbowałem zrozumieć sytuację. „Dowiesz się w swoim czasie” – usłyszałem odpowiedź. Jedynym jasnym momentem poranka był ludzki gest jednego z funkcjonariuszy. Pozwolił mi pożegnać się z dziećmi i na krótką chwilę zdjął mi kajdanki – wspomina.
Z Białegostoku Michałowski został przetransportowany w konwoju aż do Szczecina. Podróż liczącą 700 kilometrów spędził skuty, traktowany niczym groźny przestępca. Dopiero około pierwszej w nocy stanął przed obliczem prokuratora.
Noc w policyjnej izbie zatrzymań
Po zakończeniu czynności procesowych youtuber nie wrócił od razu do domu, lecz resztę nocy spędził w celi.
Głównym wątkiem sprawy jest organizacja loterii promocyjnej. Twórca internetowy tłumaczy, że całe przedsięwzięcie było konsultowane z kancelariami prawnymi. Co więcej, posiada on dokumenty świadczące o tym, że zgoda naczelnika Urzędu Skarbowego z Warszawy przesądza kwestię legalności całego procesu. Michałowski podkreśla również, że udostępnił jedynie zasięgi swojego kanału, a nie był bezpośrednim organizatorem akcji.
Ostatecznie, po złożeniu wielogodzinnych wyjaśnień, Krzysztof Michałowski został zwolniony.
Redakcja zwróciła się z pytaniami do szczecińskiej prokuratury, aby poznać oficjalne stanowisko śledczych. Do momentu publikacji tego materiału nie otrzymaliśmy jednak żadnej odpowiedzi.