Widmo sabotażu na trójstyku granic. Mieszkańcy reagują na obecność komandosów

2026-11-05 5:20

Na polskim pograniczu codzienność przebiega własnym torem, zupełnie niezależnie od wielkiej polityki. Mimo że władze państwowe oficjalnie potwierdziły alarmujące raporty wywiadowcze dotyczące potencjalnych rosyjskich dywersji i sabotażu, lokalna społeczność z podlaskiej miejscowości Bolcie nie wpada w panikę. W rejon styku granic Polski, Litwy oraz Rosji skierowano wprawdzie wzmocnione siły specjalne, w tym policyjnych kontrterrorystów i żołnierzy legendarnej jednostki GROM, jednak na miejscu zamiast atmosfery strachu widać po prostu zwykłe przygotowania do nadchodzącej zimy.

Trójstyk granic i wieś Bolcie. Służby pilnują bezpieczeństwa

Położona na samym skraju województwa podlaskiego niewielka miejscowość Bolcie to punkt, w którym stykają się granice trzech państw. W ostatnich dniach o tej osadzie zrobiło się głośno w całej Polsce za sprawą skierowania tam potężnych sił wojskowych oraz policyjnych, których zadaniem jest dbanie o bezpieczeństwo kraju. Z kamerą i mikrofonem udaliśmy się do gospodarstwa należącego do 69-letniej pani Czesławy oraz pana Jana Wilków, których posesja graniczy bezpośrednio ze słynnym punktem trójstyku.

- Nie boimy się. Grabimy liście. Szykujemy gospodarstwo do zimy. Nie da się ciągle bać i myśleć o tym, co się może stać – mówi z uśmiechem pani Czesława.

Jej małżonek, pan Jan, ocenia całą sytuację przez pryzmat swojego wieloletniego doświadczenia życiowego i ze wzruszeniem dodaje, że najważniejsze jest dla nich zdrowie oraz bezpieczeństwo wnuków.

- Jesteśmy już w takim wieku, że możliwy atak tzw. zielonych ludzików nie jest najgorszym, co może się przyśnić. Cieszymy się z każdego dnia przeżytego w zdrowiu i zgodzie. Ale to prawda, mamy z tyłu głowy taką myśl, że przeżyliśmy nasze życie w szczęśliwym czasie pokoju. Mamy 11 wnucząt i chcielibyśmy, żeby i one mogły się tym cieszyć – dopowiada wzruszony mężczyzna.

Granica z Rosją i Litwą. Mieszkańcy wsi Bolcie nie boją się prowokacji

Identyczny spokój zachowują pozostali sąsiedzi zamieszkujący tę niewielką przygraniczną miejscowość. Chociaż zaledwie dwie doby wcześniej w całej okolicy pełno było doskonale uzbrojonych funkcjonariuszy, obecnie na powrót zapanowała tam niezwykle cicha i sielankowa atmosfera. Miejscowa ludność z ogromnym dystansem traktuje wszelkie lęki osób przyjeżdżających z głębi kraju.

- Latem wpada tu sporo turystów, żeby zobaczyć punkt styku granic. Pytają nas, czy nie boimy się tu mieszkać. My? A wy? – śmieją się ludzie. - Czy Putinowi chciałoby się wycelować wartą milion dolarów rakietę w moją stodołę? Co by mu z tego przyszło? Tu nic nie ma, co mógłby chcieć. Już raczej w Warszawie czy innym dużym mieście. My tu śpimy spokojnie – dodają zgodnie.

Z rozbawieniem wspominają przy tym ubiegłoroczną akcję Rosjan, którzy z okazji dnia zwycięstwa wywiesili na granicy flagę z sierpem i młotem. Płachta wisiała i powiewała na wietrze przez kilka dni, aż w końcu została zdjęta, co ostatecznie zakończyło całą tamtą prowokację.

Żołnierze GROM na Podlasiu. Mieszkańcy chwalą obecność komandosów

Warto podkreślić, że przybycie elitarnych żołnierzy z jednostki GROM spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony lokalnej społeczności. Obecność wojska nie wywołuje wśród ludzi strachu, lecz daje im dodatkowe poczucie pełnego bezpieczeństwa, a sami mundurowi zaprezentowali się na miejscu z niezwykle pozytywnej strony.

- Kilka dni temu pojawili się tu żołnierze. Byli bardzo mili. Powiedzieli mężowi, że zostawił włączone światła w ciągniku. Bardzo pomogli, bo akumulator był już słaby. Poza tym na co dzień wcale ich tak bardzo nie widać – podsumowują mieszkańcy Bolci.

Zdecydowane działania silnego wojska w połączeniu z niezłomnym charakterem mieszkańców Podlasia tworzą barierę, której nie sposób sforsować.

Sonda
Czy Rosja może zdecydować się na prowokację przeciwko Polsce?
GROM przy granicy z Rosją. Służby przygotowują się na dywersantów

ROLKI