W białostockim sądzie wybrzmiały mowy końcowe w sprawie dramatu, który rozegrał się w lipcu 2023 roku w Łapach. To tam, na szkolnym boisku, doszło do konfrontacji grup młodzieży. Finał sprzeczki okazał się tragiczny w skutkach. Niespełna 18-letni wówczas chłopak uderzył 20-latka w twarz. Jeden cios okazał się śmiertelny, a poszkodowany zmarł po przewiezieniu do szpitala.
Sąd pierwszej instancji potraktował sprawcę, obecnie 21-letniego mężczyznę, stosunkowo łagodnie. Wymierzono mu karę 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzyletni okres próby. W uzasadnieniu wyroku wskazano na nieumyślne spowodowanie śmierci, brak zamiaru zabójstwa oraz młody wiek oskarżonego. Sąd przyznał także po 25 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla każdego z rodziców ofiary.
Rodzina żąda surowszej kary
Najbliżsi zmarłego nie zgadzają się z takim rozstrzygnięciem i złożyli apelację. Reprezentująca ich pełnomocniczka wnosi o karę bezwzględnego więzienia oraz podwojenie kwoty zadośćuczynienia do 50 tysięcy złotych. Mecenas Agnieszka Daniszewska-Zujko argumentuje, że wyrok jest zbyt niski, biorąc pod uwagę okoliczności. Zwraca uwagę, że oskarżony trenował boks, więc powinien zdawać sobie sprawę z siły swojego uderzenia.
-Niezależnie od wieku, to zawsze będzie strata dziecka, rozstrzygnięcie sądu rejonowego w sposób nazbyt łagodny traktuje sprawcę zdarzenia - mówiła w mowie końcowej mec. Agnieszka Daniszewska-Zujko.
Odmienne stanowisko prezentuje obrońca oskarżonego, mecenas Medard Deptuła, który wnosi o utrzymanie dotychczasowego wyroku. Prawnik przekonuje, że na ocenę zdarzenia musi wpływać zachowanie obu stron konfliktu. Jego zdaniem ofiara nie była przypadkowym przechodniem, lecz aktywnie przyczyniła się do eskalacji napięcia na boisku.
- Zachowanie oskarżonego było jakimś skutkiem tego, co się działo - bardzo dynamicznie - na tym boisku. Pokrzywdzony nie pojawił się tam przypadkowo, żeby pograć w piłkę z resztą młodzieży, która tam była. Pokrzywdzony troszeczkę sprowokował całą tę sytuację i aktywnie uczestniczył w tej zaczepce - argumentował obrońca.
Prawomocny wyrok w marcu
21-latek przyznał się do zadania uderzenia, twierdząc, że stanął w obronie kolegi. Biegli z zakresu medycyny sądowej potwierdzili, że zgon nastąpił w wyniku urazu głowy i obrzęku mózgu po ciosie, a nie na skutek upadku na ziemię. Co istotne, prokuratura zaakceptowała pierwszy wyrok i nie złożyła od niego apelacji. Sąd Okręgowy w Białymstoku ogłosi ostateczną decyzję na początku marca.