Metka, która wywołała szok
O sprawie opowiedział w mediach społecznościowych internauta, który od lat poluje w second-handach na modowe perełki. Wszystko zaczęło się we wrześniu 2019 roku w jednym z lumpeksów z tzw. „podlaskim towarem”. Na wieszaku wisiała niepozorna suknia ślubna. Cena? 37 zł. Jak relacjonuje autor historii, jak na kreację „na jedną okazję w życiu” wydawało się to i tak sporo.
Prawdziwy szok przyszedł dopiero po zajrzeniu do środka. Metka Christian Dior zmieniła wszystko. Początkowo nikt nie był jednak pewien, czy to oryginał. Po konsultacjach z internetową społecznością zajmującą się modą z drugiej ręki suknia przeszła tzw. legit check, czyli wstępną weryfikację autentyczności. Pojawiały się jednak głosy, że tak nietypowa rzecz może nigdy nie znaleźć kupca. Ostatecznie suknia… została w sklepie.
Cierpliwość, research i cztery lata czekania
Dopiero wieczorem, po dokładniejszym researchu, okazało się, że kreacja pochodzi ze ślubnej kolekcji domu mody Christian Dior z lat 90. Następnego dnia autor historii zdobył numer do sklepu, zadzwonił, zarezerwował suknię i – jak sam przyznaje – wynegocjował cenę do 30 zł.
Na szybki zysk nie było jednak co liczyć. Suknia przez długie miesiące czekała na odpowiedni moment. Dopiero po zakupie manekina została wystawiona na luksusowej platformie sprzedażowej, specjalizującej się w markowej modzie z drugiej ręki. Przełom nastąpił niemal cztery lata później. Pojawiła się oferta opiewająca na ponad 12 tys. zł. Decyzja była natychmiastowa, a po pozytywnej weryfikacji z siedziby platformy transakcja została sfinalizowana. Emocje? Ogromne. Jak przyznaje autor historii, radość była tak duża, że „tańczyli na parkingu”.
Zachwyt i burza w komentarzach
Historia obiegła sieć i wywołała lawinę komentarzy. Wielu internautów gratulowało szczęścia i determinacji. „Świetna historia”, „Takie strzały naprawdę się zdarzają” – pisali. Nie zabrakło jednak krytyki. Część komentujących zarzucała, że handel markowymi ubraniami z lumpeksów niszczy ideę second-handów. W komentarzach pojawiały się głosy, że przez takie działania ceny w ciucholandach szybują w górę i coraz częściej dorównują tym z popularnych sieciówek.
„Kiedyś chodziło się do lumpeksu, żeby znaleźć coś wyjątkowego dla siebie. Dziś to wyścig po metki” – piszą rozgoryczeni klienci. Jedno jest pewne: historia sukni ślubnej Diora z Podlasia pokazuje, że w second-handach wciąż można trafić na prawdziwe skarby.
Warto dodać, że autorami sukcesu są Daniel Olender i Wiktoria Trojan z Białegostoku, twórcy spółki LumpGra. Dwudziestokilkulatkowie mają na koncie także inne spektakularne znaleziska, m.in. jedwabną sukienkę Galliano kupioną za 25 zł i sprzedaną za 2530 zł czy czerwone buty Prady. Para występowała również w programie „Gwiazdy Lumpeksów” na antenie TVN Style.
Zobacz także: Zanim zbadają wcześniaki, będą mogli nauczyć się tego na symulatorze. Nowy sprzęt od WOŚP