Spis treści
Aneta pochodziła z miejscowości Pieńki niedaleko Bargłowa Kościelnego. Jej pragnieniem była prawdziwa miłość, założenie rodziny i cicha egzystencja. Swoją przyszłość wiązała z podlaskim Augustowem, gdzie wynajęła mały pokój i zatrudniła się jako sprzątaczka w lokalnym urzędzie. Pani Henryka, matka ofiary, w wywiadzie dla „Super Expressu” wspominała ją jako osobę pogodną i życzliwą, dodając, że córka wciąż pojawia się w jej snach. Kobieta z żalem stwierdziła, że żadne wyroki ani przeprosiny sprawców i ich bliskich nie zwrócą jej dziecka. 29-latkę spotkał tragiczny finał, na który zupełnie nie zasłużyła.
Tomasz i Paweł S. zaatakowali 29-latkę na bulwarach nad rzeką
Do koszmaru doszło w Augustowie w nocy z 13 na 14 października 2008 roku. Część mediów podawała, że Aneta wybrała się na imprezę do miejscowej dyskoteki, by się rozerwać i kogoś poznać. Z kolei dziennikarze programu „Interwencja” w Polsacie informowali, że 29-latka szła na spotkanie z mężczyzną z internetu, ale nigdy tam nie dotarła. Na trasie z augustowskiego deptaka w stronę rzeki Netta drogę zaszli jej Tomasz i Paweł S. Bracia rzekomo ją zdezorientowali, chwycili za ramiona i odebrali okulary, co pozbawiło ją możliwości widzenia. Choć Aneta z reguły ufała ludziom i szukała w nich dobra, tym razem czuła niepokój. Szybko ogarnął ją strach, gdy nieznajomi zaczęli ją dotykać. Kiedy zrozumiała, że ich intencje są wrogie, starała się wyswobodzić i uciec. Niestety, nie dała rady.
Napastnicy zaciągnęli ofiarę nad rzekę, gdzie rozegrał się dramat. 29-latka wzywała pomocy, ale w okolicy nie było żywej duszy. Mężczyźni zerwali z niej odzież, okładali pięściami po głowie i twarzy, kopali, a na koniec zgwałcili. Po brutalnym ataku Aneta łudziła się, że pozwolą jej odejść, błagała o litość i zarzekała się, że zachowa milczenie. Sprawcy mieli jednak wobec niej inny scenariusz.
Z torebki 29-latki wyciągnęli kartę płatniczą i zażądali kodu PIN. Kobieta zdawała sobie sprawę, że jeśli zdradzi cyfry, straci rację bytu dla oprawców i zostanie zamordowana, dlatego nie podała kodu. Wówczas bracia ponownie ją zaatakowali. Brat ofiary, pan Jarosław, cytowany przez „Interwencję”, opowiadał, że siłą próbowali wymusić od niej PIN. Józef Murawko z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach w tym samym programie relacjonował, że ofiara była poturbowana od stóp do głów, łącznie ze złamaniami czaszki. Prokurator przyznał, że tak makabrycznej zbrodni niemal nie widział w swojej praktyce zawodowej.
Bracia pozostali głusi na błagania ofiary. Skatowali ją ponownie, a kiedy straciła świadomość, wrzucili ją – nagą i jeszcze żywą – do rzeki Netta. Kolejnego dnia rano ciało na powierzchni wody zauważył rzekomo przypadkowy spacerowicz, który powiadomił służby. Badanie pośmiertne dowiodło, że Aneta utonęła, jednak eksperci ocenili, że obrażenia na jej ciele były na tyle poważne, że szanse na uratowanie życia, nawet przy natychmiastowej interwencji medycznej, byłyby bliskie zeru. Brutalność oprawców była porażająca.
Policjanci z Augustowa i Białegostoku długo szukali morderców
Początkowo mordercy wymykali się organom ścigania. Przez pół roku policja nie była w stanie namierzyć zabójców Anety. Wskazanie braci z Augustowa zajęło śledczym kilka miesięcy. Sukces przyniosła praca powołanej grupy funkcjonariuszy z Augustowa i Białegostoku, a także nagłośnienie zbrodni w mediach ogólnopolskich. Dzięki temu do policjantów zgłaszali się nowi świadkowie, dostarczający kluczowych poszlak.
W końcu śledczy trafili na właściwy ślad – Tomasz i Paweł S. trafili do aresztu, a następnie przed Sąd Okręgowy w Suwałkach. Ich postawa na sali rozpraw była pełna sprzeczności. Z jednej strony ronili łzy i kajali się przed bliskimi ofiary, a z drugiej bez wahania wygłosili słowa, które wstrząsnęły Polską: „zrobiliśmy to, bo była brzydka”. Ciężko tu mówić o jakiejkolwiek skrusze, skoro padły tak obelżywe stwierdzenia pod adresem ofiary.
Dziennikarze „Interwencji” dowiedzieli się, że starszy z oprawców, Tomasz, niedługo przed zbrodnią wziął ślub, a wcześniej urodziło mu się dziecko. Te wydarzenia nie powstrzymały go przed dokonaniem potwornej zbrodni wspólnie z bratem z tak absurdalnie błahych powodów.
Podczas śledztwa i procesu wyszło na jaw, że mężczyzna, który natrafił na ciało 29-latki, był znajomym jednego ze sprawców. Morderca poszedł z nim na miejsce zdarzenia, pozorując zwykły spacer. Udawał przed kolegą, że o niczym nie wie, i wspólnie odkryli zwłoki. Aby uniknąć podejrzeń, sam nie zadzwonił po policję, lecz nakłonił do tego nieświadomego znajomego.
Prokurator Józef Murawko w rozmowie z telewizją Polsat przyznał, że po analizie akt przeczuwał, kto stoi za makabrycznym odkryciem. Zauważył, że sam ostrzegał policjantów, iż sprawca prawdopodobnie sam się do nich zgłosi i będzie na nich czekał. Tak też się w istocie wydarzyło.
Doprowadzenie braci z Augustowa przed wymiar sprawiedliwości wymagało sporo pracy. Nocny deszcz zmył większość dowodów z miejsca zdarzenia. Kamera monitoringu z pobliskiego baru, która mogła sfilmować napastników, akurat uległa awarii. Przełomem okazały się zeznania świadka – znajomego Pawła, który potwierdził jego obecność przy odkryciu ciała. Młodszy z braci, podczas przesłuchania, przyznał się do zamordowania Anety wespół z Tomaszem. Po zbrodni bracia rzekomo wrócili do zabawy na mieście. Tomasza trzeba było sprowadzić z Wielkiej Brytanii, dokąd wyjechał do pracy tuż po morderstwie. Szkolna koleżanka Pawła S. mówiła w „Interwencji”, że nie spodziewałaby się po nim takich czynów, zwłaszcza po wypiciu zaledwie trzech piw.
Sprawcy przepraszali, ale zostali skazani na 25 lat więzienia
Oskarżeni mężczyźni potwierdzili przed sądem, że pobili 29-latkę. Do końca procesu upierali się jednak, że kobieta dobrowolnie podjęła z nimi współżycie. Wmawiali sędziom, że ofiara sama wskoczyła do zimnej rzeki. Sąd nie uwierzył w te absurdalne wyjaśnienia.
29-letnia Aneta została pochowana na cmentarzu w Bargłowie Kościelnym. W „Super Expressie” po tragedii rodzice ofiary zapowiedzieli, że kiedyś spoczną obok córki w specjalnie przygotowanym grobie.
Decyzja sądu w tej sprawie zapadła w maju 2010 roku, niespełna dwa lata po morderstwie. Sędzia Marcin Walczuk z Sądu Okręgowego w Suwałkach ogłosił, że oskarżeni są winni dokonania zbrodni.
Sędzia zaznaczył, że oskarżeni działali wspólnie z bezpośrednim zamiarem zabicia Anety Sz. Mimo że społeczeństwo oczekiwało dożywocia za tak potworną zbrodnię, popełnioną z błahych pobudek i niezwykłym okrucieństwem, sąd pierwszej instancji wymierzył obu braciom kary po 25 lat pozbawienia wolności. Prokuratura uznała ten wyrok za zbyt łagodny i wniosła apelację, domagając się dożywocia dla starszego z oprawców ze względu na drastyczność zbrodni i jego wiodącą rolę.
Apelację złożyli również obrońcy, argumentując, że 21-letni Paweł i 24-letni Tomasz powinni otrzymać niższe wyroki z uwagi na wyrażoną skruchę. Sąd Apelacyjny w Białymstoku oddalił obie apelacje. Podkreślono, że morderstwo było niezwykle drastyczne, jednak orzeczona kara 25 lat więzienia jest adekwatna.
Wyrok 25 lat pozbawienia wolności dla Tomasza S. i Pawła S. stał się tym samym ostateczny. Prawo do warunkowego przedterminowego zwolnienia uzyskają najwcześniej po odbyciu 15 lat kary. W przypadku sprawców tak brutalnych przestępstw, szanse na wcześniejsze opuszczenie zakładu karnego są jednak marginalne, co sugeruje, że odzyskają wolność prawdopodobnie w 2035 roku.