Do wstrząsającego zajścia doszło 22 września chwilę przed godziną ósmą rano. W budynku przebywał wtedy pan Mariusz, który miał spotkać się z pedagogiem. „Czekałem z dokumentami na nauczycielkę. Nagle zobaczyłem, jak dzieci wybiegają ze świetlicy” – przekazał dziennikarzowi z „Faktu”.
– Na nr 112 wpłynęło zgłoszenie, ze w jednej ze szkół w powiecie kolneńskim uczeń zaatakował uczennice. Ze wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu wynika, ze 11-latek wszedł do szkoły i na korytarzu zaatakował toporkiem przypadkową dziewczynkę – informowała we wtorek nadkomisarz Marta Rodzik z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
Zaraz potem mężczyzna zauważył 11-letniego Czarka, trzymającego w dłoni niebezpieczne narzędzie, z którym wcześniej wtargnął do placówki. Napastnik zdążył zadać 10-letniej Nikoli ciosy, raniąc ją m.in. w głowę i bark. Ojciec jednego z uczniów ruszył w stronę chłopca i odebrał mu niebezpieczne narzędzie. - Złapałem go za rękę, wyrzuciłem toporek i wepchnąłem go pod ławkę - powiedział pan Mariusz.
Czytaj też: 10-letnia Nikola dochodzi do siebie po ataku toporkiem. Przy szpitalnym łóżku czuwa jej mama
Wkrótce po zdarzeniu na terenie placówki pojawiły się służby ratunkowe. Poszkodowana Nikola została zabrana do białostockiego szpitala, gdzie stopniowo wraca do zdrowia. Reporterzy zaobserwowali 10-latkę na oddziale, odpoczywającą pod bacznym okiem medyków oraz swojej matki.
Jeden z mieszkańców miejscowości wyznał w wywiadzie dla Radia Eska, że sprawca uczył się w jednej grupie z jego dzieckiem i nigdy nie sprawiał wrażenia osoby problematycznej. Dodał, że często spotykali się na osiedlu. Inny mieszkaniec miasteczka spekulował, że przyczyną agresji mogły być braki wychowawcze lub negatywny wpływ gier i materiałów z sieci.