Szok we wsi. „Miałam nadzieję, że to nieprawda”
W Wiatrołuży, niewielkiej miejscowości ukrytej pośród pól i lasów, mieszka niespełna 50 osób. Ludzie znają się tutaj od pokoleń, dlatego wiadomość o zarzutach wobec byłej nauczycielki i dyrektorki szkoły była dla wielu mieszkańców trudna do uwierzenia.
Szczególnie poruszona była obecna sołtys wsi.
– To była moja nauczycielka, a później także nauczycielka moich dzieci. Miałam nadzieję, że to nieprawda – powiedziała ze łzami w oczach.
Jeszcze niedawno nikt nie przypuszczał, że za zamkniętą bramą jednego z gospodarstw może rozgrywać się dramat, którego ofiarami miało być dwoje 47-letnich bliźniąt – Marzena i Janusz Z.
Rodzeństwo zniknęło, a sąsiedzi uwierzyli w wyjaśnienia
Przez lata mieszkańcy słyszeli, że Janusz wyjechał za pracą, rozpoczął studia, a Marzena ułożyła sobie życie poza rodzinną miejscowością albo wstąpiła do zakonu. Takie historie nikogo nie dziwiły, bo Wiatrołuża, podobnie jak wiele podlaskich wsi, od dawna się wyludnia, a młodzi ludzie często wyjeżdżają do większych miast lub za granicę.
Dopiero z biegiem czasu zaczęły pojawiać się pytania. Posesja rodziny coraz bardziej odgradzała się od świata – pojawił się płot, a podwórka pilnowało pięć dużych psów.
– Ludzie mówili, że zamknęli się w sobie. Ale dziś wielu ludzi żyje osobno. Każdy ma swój telefon, telewizor, komputer. Dawniej trudniej było zniknąć na oczach innych – mówi jeden z mieszkańców.
Prawdziwe wątpliwości pojawiły się po śmierci ojca rodzeństwa. Kiedy ani Marzena, ani Janusz nie pojawili się na jego pogrzebie, mieszkańcy zaczęli zastanawiać się, czy za wieloletnią nieobecnością kryje się coś więcej.
– Na wsi można się pokłócić, nie odzywać do siebie, ale na pogrzeb ojca się przychodzi. Wtedy wiele osób zaczęło zadawać pytania – wspominają mieszkańcy.
Po wejściu służb na teren gospodarstwa na jaw wyszły okoliczności, które wstrząsnęły całą okolicą.
Mirella ze Świętochłowic zniknęła na 27 lat:
Zarzuty wobec matki i siostry
Śledczy postawili zarzuty matce i siostrze 47-letnich bliźniąt. Prokuratura zarzuca kobietom fizyczne i psychiczne znęcanie się nad osobami nieporadnymi ze względu na ich stan psychiczny.
Według ustaleń śledczych przez wiele lat kobiety miały nie zapewniać rodzeństwu właściwej opieki. Zaniedbania miały dotyczyć podstawowych potrzeb – higieny, wyżywienia oraz leczenia. W efekcie stan zdrowia pokrzywdzonych miał ulec znacznemu pogorszeniu, a ich życie i zdrowie miały zostać narażone na niebezpieczeństwo.
Kobietom grozi do ośmiu lat więzienia. Prokuratura podkreśla jednak, że śledztwo jest na początkowym etapie i wszystkie okoliczności sprawy są nadal szczegółowo wyjaśniane.
Dziś mieszkańcy Wiatrołuży nie kryją bólu i niedowierzania. W niewielkiej społeczności, gdzie przez lata wszyscy byli przekonani, że znają się nawzajem, pozostało jedno pytanie – jak to możliwe, że za drzwiami domu osoby cieszącej się społecznym zaufaniem miał przez tyle lat rozgrywać się dramat jej własnego rodzeństwa