Do zatrzymania doszło w niedzielę (16 sierpnia), kiedy to funkcjonariusze pojawili się na terenie gospodarstwa po informacji o potrąceniu malucha. Eugeniusz S. najechał przyczepą na swojego 4-letniego syna. W trakcie sprawdzania terenu mundurowi dostrzegli kobietę, która gorączkowo starała się ukryć za belą siana. Ten ruch nie umknął ich uwadze. Poszukiwana natychmiast trafiła w ręce policji.
Śledczy przekazali wstrząsające szczegóły dotyczące związku tej pary. Połączyła ich wspólna tragedia i zrozumienie bólu, z którym się zmagali. Oboje muszą bowiem żyć z potworną świadomością, że doprowadzili do śmierci własnych dzieci. Eugeniusz S. trzy lata wcześniej, dokładnie na tej samej posesji, najechał samochodem na swoje 10-miesięczne niemowlę i je zabił. Wtedy sąd wymierzył mu jedynie grzywnę, uznając, że śmierć dziecka jest dla niego wystarczającą i najgorszą karą. Był to moment nieuwagi, kiedy to maluch sam, niepostrzeżenie wyszedł z domu.
W Jolancie U. znalazł oparcie i osobę, która potrafiła pojąć ogrom jego cierpienia. Jednak w jej przypadku sąd nie był już tak łagodny i wyrozumiały. Prowadzenie auta pod wpływem alkoholu, niebezpieczna jazda oraz narażenie życia innych ludzi zadecydowały o tym, że usłyszała surowy wyrok.
Ostatecznie Jolanta U. znalazła się w więzieniu, gdzie spędzi najbliższe lata za spowodowanie śmierci małego Krystiana. Eugeniusz S. znajduje się w znacznie gorszym położeniu. Oprócz zarzutów związanych z potrąceniem 4-latka, mężczyzna może usłyszeć zarzut poplecznictwa za ukrywanie poszukiwanej. Tego typu przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet 5 lat.
O mrocznym fatum nad tą posesją mówi już cała Polska.