Karolina F. i Michał Ż. spędzali walentynkowy weekend w wynajętym domku w podaugustowskiej Gorczycy. Para zdecydowała się na kąpiel w balii z gorącą wodą, która zakończyła się tragicznie. Według wstępnych ustaleń 35-latek miał na chwilę oddalić się od partnerki, a po powrocie znaleźć ją nieprzytomną. Mimo natychmiastowej reanimacji życia 27-latki nie udało się uratować. Biegli potwierdzili, że bezpośrednią przyczyną zgonu było utonięcie.
"Zwyczajnie się go bała"
Wiadomość o śmierci Karoliny wstrząsnęła lokalną społecznością Augustowa. Bliscy kobiety są w szoku i zadają sobie pytanie, dlaczego w ogóle zdecydowała się na ten wyjazd. Z relacji znajomych wyłania się obraz związku opartego na strachu.
"Nie rozumiem tego. Przecież Karolina zwyczajnie się go bała" - mówi reporterowi "SE" jedna z jej koleżanek. "To było dziwne, bo z pijanymi klientami w barze radziła sobie bez problemu. Ale gdy chodziło o Michała Ż, trzęsła się i płakała" - dodaje.
Otoczenie ofiary wskazuje, że niepokojące sytuacje zdarzały się już wcześniej. Pracując w jednym z lokali, kobieta miała prosić ochronę o niewpuszczanie Michała Ż. do środka.
Dziennikarze "Super Expressu" ustalili, że mężczyzna był w Augustowie rozpoznawalnym fotografem.
"Wiedzieliśmy, że bywa agresywny, szczególnie po alkoholu" - przyznają osoby, które znały parę.
"Udawał miłego, umiał zjednywać sobie ludzi. Był fotografem, fotografował śluby i rodzinne imprezy. Ale w małym mieście wieści rozchodzą się szybko. Pan fotograf nie mógł długo skrywać swojej natury. Po alkoholu i wobec słabszych, zwłaszcza kobiet, stawał się innym człowiekiem" - dodają mieszkańcy, którzy wolą zachować anonimowość.
Znajomi twierdzą, że Karolina wielokrotnie próbowała zerwać tę relację, a nawet na pewien czas odeszła od partnera. Jak relacjonują mieszkańcy, mężczyzna miał ją jednak nękać i nie pozwalać na definitywne rozstanie. Nikt nie potrafi wyjaśnić, co skłoniło ją do powrotu.
Zatrzymanie po serii zgłoszeń
Początkowo w sprawie śmierci partnerki Michał Ż. został przesłuchany jedynie jako świadek i wypuszczony do domu. Sytuacja zmieniła się diametralnie po nagłośnieniu tragedii. Na komendę zaczęły zgłaszać się kolejne kobiety - co najmniej pięć z nich zeznało, że doświadczyło przemocy ze strony 35-latka. Ich relacje uznano za wiarygodne, co skutkowało decyzją sądu o trzymiesięcznym areszcie.
"Zarzuty dotyczą sfery seksualnej. Ze względu na charakter zarzutów nie będziemy ujawniać szczegółów" - informuje prok. Wojciech Piktel, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.
Śledztwo jest w toku. Nowe, wstrząsające zeznania rzucają cień na postać zatrzymanego i mogą okazać się kluczowe dla wyjaśnienia, co naprawdę wydarzyło się w walentynkowy wieczór w Gorczycy.
Polecany artykuł: