Sąd uznał, że to bezpieczny dom. 9-miesięczna Blanka zginęła chwilę po powrocie. Szokujący finał zbrodni

Dziewięciomiesięczna Blanka w swoim krótkim życiu zaznała niewyobrażalnego bólu z rąk własnej matki. Anna W. z niezwykłym okrucieństwem dręczyła swoją córkę. Dziecko bito tępym narzędziem, uderzano prawdopodobnie o stół, co skończyło się krwawieniem wewnętrznym i urazem mózgu. Lekarze dostrzegli ślady przemocy trwającej od miesięcy, lecz ostatecznie życia małej nie udało się uratować.

Do tragedii doszło w Olecku (woj. warmińsko-mazurskie). Śledztwo pokazało, że Anna W. nie po raz pierwszy zawiodła jako matka. Przez długi czas walczyła z nałogiem alkoholowym oraz narkotykowym. Sąd odebrał jej wcześniej troje dzieci, ale kobieta znowu zaszła w ciążę. Pod koniec 2018 r. na świat przyszła Blanka, która początkowo została natychmiast przekazana do placówki opiekuńczej. Rodzina była w pełni dysfunkcyjna. Jak zatem niemowlę trafiło z powrotem do matki? To efekt decyzji Sądu Okręgowego w Suwałkach, który w marcu 2019 roku postanowił oddać dziecko Annie W.. Kobieta deklarowała przemianę po odwyku i miłość do córki, co skłoniło wymiar sprawiedliwości do pozytywnego rozpatrzenia jej wniosku, choć nie upłynęło nawet sześć miesięcy od jej rzekomego wyleczenia.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

Makabryczne znalezisko w łóżeczku w Olecku. Zasinienia i ślady wielomiesięcznej przemocy u Blanki

Niestety, zaledwie po kwartale od powrotu do domu, rozegrał się dramat. W dniu 20 czerwca 2019 roku służby ratunkowe dostały zgłoszenie, po którym szybko zjawiły się na miejscu. W mieszkaniu odkryto ciało 9-miesięcznej dziewczynki, owinięte w kocyk i ukryte w łóżeczku.

Prokurator Marzena Muklewicz, reprezentująca Prokuraturę Regionalną w Gdańsku, przekazała PAP, że ciało dziewczynki miało liczne ślady urazów, w tym zasinienia na twarzy, plecach oraz klatce piersiowej. Anna W., przebywająca w mieszkaniu, nie potrafiła dokładnie powiedzieć, kiedy i jak zmarło dziecko, podając różne i sprzeczne wersje. Już dzień później, 21 czerwca, zapadła decyzja o jej tymczasowym aresztowaniu, w czym udział brał też ojciec dziecka, Grzegorz W. Późniejsza sekcja zwłok wykazała ostre zaburzenia krążeniowo-oddechowe na skutek uderzeń w klatkę piersiową i głowę. Ustalono również stłuczenia serca i płuc. Specjalista potwierdził, że do zgonu doszło przy udziale innych osób. Złamania żeber uniemożliwiły oddychanie, a według prasy dziecko mogło być uderzane o stół. Ostateczną przyczyną zgonu stało się nagłe uduszenie.

Z opinii sądowo-lekarskich wynika, że niemowlę mogło być katowane już wcześniej, co udowadniają zrośnięte żebra. Specjaliści zakwalifikowali ten stan jako syndrom maltretowanego dziecka. Śledczy zebrali mnóstwo dowodów przeciwko Annie, a nad sprawą pracowało wielu biegłych z takich dziedzin jak genetyka, biologia czy nawet psychiatria. Przesłuchano też ponad setkę osób i zbadano bilingi telefoniczne, co przełożyło się na ogrom materiału dowodowego.

Pojawiły się również pytania o działalność odpowiednich urzędów, które z racji wcześniejszego odebrania dzieci, powinny sprawować pieczę nad rodziną. Jak przekazał burmistrz Olecka, zaledwie tydzień przed tym makabrycznym wydarzeniem, pracownik socjalny odwiedził dom, trzymał dziewczynkę w ramionach i nie dostrzegł żadnych niepokojących śladów na jej ciele. Pomimo to oskarżono później miejski ośrodek pomocy o niewywiązywanie się z obowiązków. Instytucja twierdziła, że to ona złożyła wniosek o odebranie noworodka po porodzie, jednak Krzysztof Wasyńczuk, pełniący funkcję rzecznika prasowego policji w Olsztynie, w wywiadzie dla stacji Polsat zdementował to, wskazując, że to mundurowi wykonali ten krok.

Krzysztof Wasyńczuk wyjaśnił, że powiadomiono zarówno wymiar sprawiedliwości, jak i inne urzędy o interwencjach w tej rodzinie, ale policja nie dostała informacji o decyzji przywracającej dziecko. Dodatkowo brakowało uzasadnienia tego zwrotu, a mundurowi nie mieli w ostatnim czasie żadnych interwencji w tym domu. Z kolei telewizja TVN24 podała, że w miejscowym MOPS-ie doszło do zaniechań, w tym braku wdrożenia procedury Niebieskiej Karty oraz niewłaściwego wywiadu środowiskowego. Zwolniono nawet dyrektorkę ośrodka. Pomimo oskarżeń, sąd nie doszukał się ostatecznie błędów, uniewinniając pracowników, uznając, że nie mogli przewidzieć tej tragedii. Z drugiej strony prokuratura była pewna winy Anny W., której zarzucono znęcanie się fizyczne ze szczególnym okrucieństwem, a także celowe morderstwo dziecka. Oskarżono ją też o kierowanie gróźb, np. do siostry.

Sprzeczne wersje matki w prokuraturze. Grzegorz W. i śledztwo w sprawie śmierci dziewięciomiesięcznej dziewczynki

Marzena Muklewicz informowała, że Anna W. negowała stawiane jej zarzuty, często zmieniając przebieg wydarzeń, aż w końcu zaprzestała zeznawać. Dodatkowo Grzegorz W., będący partnerem oskarżonej i ojcem Blanki, stanął pod zarzutem wystawienia małej na niebezpieczeństwo przez pozostawienie jej z nieodpowiedzialną kobietą. Złożył swoje wyjaśnienia, niemniej jednak także odrzucił zarzucane mu czyny.

Zdaniem specjalistów, oboje byli całkowicie świadomi swoich działań i poczytalni w trakcie zarzucanych zdarzeń, dlatego mogli stanąć przed wymiarem sprawiedliwości. Chociaż przypadek ten poruszył całe społeczeństwo, to wyłączenie jawności postępowania przez sąd sprawiło, że do mediów docierały tylko niektóre szczegóły. Odkryto jednak m.in. korzystne dla Grzegorza W. ekspertyzy genetyczne. Ślady pozostawione na niemowlaku wcale nie pochodziły od tego mężczyzny, a dane z BTS pokazały, że był wtedy zupełnie gdzie indziej.

Osoby zeznające przed sądem przyznawały, że ojciec zmarłego maleństwa nie mógł być świadkiem morderstwa. W rozmowie z dziennikarzami z Polsat News jego syn już w 2019 roku mówił, że Anna W. przyszła do ojca jeszcze przed zgłoszeniem śmierci i próbowała go w to zamieszać, chcąc zwabić do siebie na miejsce zbrodni. Świadek dodał, że tata rzadko u niej przebywał i nigdy w przeszłości nie wykazywał skłonności do przemocy. Nawet inni członkowie rodziny uważali, że to nie wina Grzegorza.

Sąd w Białymstoku wydał kontrowersyjny wyrok dla matki Blanki. Z 25 lat na 15 lat pozbawienia wolności

Biorąc pod uwagę zgromadzone materiały, Sąd Okręgowy w Suwałkach stwierdził, że nie można przypisać winy Grzegorzowi W., a oskarżona o zabójstwo usłyszała orzeczenie w wysokości 25 lat pozbawienia wolności. Jak wskazał wymiar sprawiedliwości, kobieta 20 czerwca zamordowała dziecko zasłaniając jego drogi oddechowe.

Pojawił się również aspekt rzekomego przestępstwa o charakterze seksualnym wobec dziewczynki. Według doniesień początkowo do sprawy zatrzymano też trzecią osobę – 50-latka z Suwałk, pozostającego w relacjach z oskarżoną. Nie był jednak sądzony razem z rodzicami, a kwestia nadużyć zniknęła później ze sfery publicznej, co mogło być powodem utajnienia samego procesu.

Wobec tego wyroku zapadły odwołania ze strony zarówno obrony (zarzucającej charakter poszlakowy), jak i śledczych, domagających się dla 40-latki kary ostatecznej, a dla mężczyzny dwóch lat za kratkami. Jednakże Sąd Apelacyjny w Białymstoku w dniu 30 października 2024 roku podtrzymał zwolnienie ojca z odpowiedzialności, z kolei wymiar kary dla Anny W. niespodziewanie obniżył – z ćwierćwiecza do raptem 15 lat więzienia.

Taki zwrot w orzecznictwie naturalnie wywołał powszechne oburzenie wśród obserwatorów. Ze względu na tajny charakter rozpraw i uzasadnienia, trudno zgadnąć, dlaczego ostatecznie sąd przychylił się do skrócenia odsiadki dla matki o całą dekadę. Faktem jest, że Grzegorz W. oczyścił się ze stawianych mu zarzutów, a kobieta spędzi w zamknięciu zaledwie 15 lat za zabójstwo niemowlaka.

Pokój Zbrodni - Połamała 5-miesięcznemu synkowi rączki i nóżkę

ROLKI