Dramat wulkanizatora z Suwałk. Zaczęło się od pomocy fundacji
Koszmar rodziny Jakubowskich rozpoczął się w 2018 roku. Wtedy to postanowili wesprzeć Fundację Dziedzictwo Suwalszczyzny, która planowała stworzyć ogród permakulturowy oraz wzmocnić brzegi lokalnego stawu. Organizacja, choć posiadała zgody budowlane, nie miała dużego doświadczenia i pominęła kwestię opinii środowiskowej. W geście dobrej woli pan Sławomir podarował im 82 sprawne, używane opony.
Rok później, w 2019 roku, inspektorzy z Powiatowego Inspektoratu Ochrony Środowiska zbadali sprawę, nie doszukując się w działaniach rzemieślnika złych intencji. Ukarali go zaledwie symbolicznym mandatem w wysokości 300 złotych, który Jakubowski dla świętego spokoju uregulował.
„Nie chciałem walczyć, chociaż wiedziałem, że nie zrobiłem nic złego. To przecież nie było pozbycie się odpadów. Moja firma nigdy nie miała problemów z ekologią” - wspomina Sławomir.
Prawdziwy wstrząs nastąpił jednak w 2021 roku. Wtedy to wulkanizator otrzymał wezwanie od Anny K., ówczesnej dyrektorki Departamentu Ochrony Środowiska w Urzędzie Marszałkowskim. Urzędniczka, bez cienia zawahania, obciążyła go gigantyczną karą finansową opiewającą na ponad milion dwieście osiemdziesiąt tysięcy złotych!
„To zabije moją firmę!” - przeraził się pan Sławomir.
Mężczyzna był zdruzgotany.
„Ten zakład to dorobek mojego życia i miejsce pracy dla siedmiu osób! Ci ludzie pracują ze mną od 30 lat! To chyba najlepszy dowód mojej uczciwości!” - błagał o litość pan Sławomir. Bez skutku. Odsetki szybko rosły. 500 złotych dziennie! Wkrótce kwota kary przebiła 2 mln złotych!
Przez kolejne osiem lat państwo Jakubowscy żyli w ciągłym stresie, odbijając się od urzędniczego muru. Mimo korzystnego dla przedsiębiorcy wyroku białostockiego sądu z 12 października 2022 roku, urzędnicy nie złożyli broni i wnieśli kasację. Ostateczny przełom nastąpił 13 stycznia 2026 roku.
Czytaj też: Kolejne rozczarowanie pracowników Biaglassu. "Czuje się zdradzona i poniżona"
Wtedy Naczelny Sąd Administracyjny bezlitośnie obalił argumentację urzędników, orzekając, że przekazane opony nie stanowiły nielegalnych odpadów. Słysząc ten wyrok, pan Sławomir zalał się łzami, uwalniając gromadzone przez osiem lat napięcie i nerwy. 15 kwietnia 2026 roku urząd marszałkowski ostatecznie wycofał się ze sprawy. Choć rzemieślnik odniósł zwycięstwo, nikt nie zwróci mu straconego czasu i zdrowia jego żony. 66-letnia pani Grażyna z powodu przewlekłego stresu przeszła zawał serca i udar, a jej lewa dłoń nadal wymaga specjalistycznej rehabilitacji. Sprawiedliwości stało się zadość, ale koszty okazały się niewyobrażalnie wysokie w tej kompromitującej dla podlaskich urzędników sprawie.