Dramat na stawie przy ulicy Miłosza
Zbiornik wodny zlokalizowany przy ulicy Miłosza w Białymstoku, chętnie odwiedzany przez wędkarzy i spacerowiczów, stał się miejscem ekologicznej katastrofy. W sezonie letnim woda tętni życiem, będąc domem dla płoci, okoni oraz szczupaków, które skutecznie unikały drapieżnego ptactwa. Niestety, obecne zimowe warunki atmosferyczne okazały się dla wodnej fauny zabójcze.
Gruba na ponad 30 centymetrów warstwa lodu całkowicie zablokowała dopływ tlenu do wody, co doprowadziło do masowego śnięcia zwierząt. Pod zamarzniętą taflą można dostrzec tysiące martwych okazów, z których część została uwięziona bezpośrednio w lodzie. Zjawisko zimowej przyduchy zaalarmowało okolicznych mieszkańców, którzy niezwłocznie powiadomili o sytuacji władze miasta. Reakcja służb była szybka – rozpoczęto wykuwanie przerębli, aby umożliwić rybom oddychanie.
Jak przyznają osoby zaangażowane w akcję ratunkową, sytuacja jest trudna, ale wciąż jest o co walczyć. Do wyciętych otworów natychmiast podpływają żywe osobniki, szukające ratunku.
"Jest jeszcze nadzieja! Jednak mróz sprawia, że otwory zamarzają w kilka godzin. Nie możemy pilnować przerębli całą noc. Przy tych mrozach już po kilku godzinach przeręble są znowu zamknięte, ale walczymy!" - mówią pracownicy magistratu.