Żywioł uderzył po południu
Do zdarzenia doszło 5 lutego, zaledwie minutę po godzinie 15:00. W domu przebywała wówczas 80-letnia Danuta Karolewska. Kobieta cudem uniknęła tragedii, uciekając z budynku w lekkiej odzieży, gdy tylko zauważyła zagrożenie. Szok był tak silny, że nie była w stanie samodzielnie wezwać służb ratunkowych, ale z pomocą ruszyli sąsiedzi. Na miejscu wkrótce pojawili się synowie właścicielki, Wojciech i Kazimierz, którzy wrócili z pracy.
"- To były sekundy. Właśnie wyjęłam babkę ziemniaczaną z piekarnika. Nagle usłyszałam trzask, i ujrzałam ogień pełzający po ścianach. To było straszne! Wybiegłam na mróz, tak jak stałam, w lekkiej bluzce. Zdołałam chwycić ze stołu telefon, jednak z nerwów nie umiałam wybrać numeru alarmowego. Na szczęście sąsiedzi wezwali pomoc, a ktoś okrył mnie ciepłym paltem. 'Czy ktoś został w domu?' – pytali strażacy. Nie, tylko piesek, Max. Moi synowie Wojtek (54 l.) i Kazimierz (56 l.), w tej chwili wrócili z pracy. Razem patrzyliśmy, jak ogień pochłaniał cały nasz dobytek" - relacjonuje pani Danuta w rozmowie z "Super Expressem".
Sytuacja była krytyczna, a wnętrze budynku przypominało rozgrzany piec. Strażacy musieli zużyć ogromne ilości wody, aby stłumić płomienie i nie dopuścić do zajęcia się ogniem domu sąsiadki. Władze miasta oraz pracownicy opieki społecznej natychmiast zaoferowali pogorzelcom lokal zastępczy i niezbędne wsparcie. Akcja gaśnicza zakończyła się sukcesem, choć straty materialne są ogromne.
Niezwykłe odkrycie w popiołach
Podczas rutynowego przeszukiwania pogorzeliska ratownicy natknęli się na psa właścicieli, Maxa. Zwierzę, mimo ekstremalnej temperatury i zadymienia, przeżyło pożar, co wprawiło wszystkich w osłupienie.
"– Schował się w szafce. Chyba nic mu nie jest! Ten psiak jest chyba żaroodporny! – powiedział [strażak]. Popłakaliśmy się z radości" - wspominają Karolewscy.
Lokalna społeczność natychmiast zmobilizowała się do pomocy. Sąsiedzi podkreślają, że poszkodowana rodzina to ludzie o wielkich sercach. Karolewscy w przeszłości sami pomagali potrzebującym, prowadząc rodzinę zastępczą i angażując się w akcje charytatywne. Teraz role się odwróciły i to oni potrzebują solidarności mieszkańców.
"- Opatrzność nad nimi czuwa! To dobrzy ludzie, skromni, zawsze pomagali innym w miarę swoich możliwości. Dawali swój dom dzieciom jako rodzina zastępcza, a Kazik udzielał się w akcji szlachetna paczka. Teraz im trzeba pomóc. Ja na pewno się dołożę. Bo tacy sąsiedzi to skarb" – powiedziała sąsiadka, Elżbieta Biała (80 l.).
Zbiórka na nowy start
Niestety, spalony dom nie był ubezpieczony, co stawia rodzinę w bardzo trudnej sytuacji. Gmina Ciechanowiec we współpracy ze Stowarzyszeniem Rodzina zorganizowała oficjalną zbiórkę funduszy na odbudowę budynku.
„Zwracamy się do wszystkich osób dobrego serca o wsparcie finansowe na ten cel. Każda złotówka wpłacona na konto ma ogromne znaczenie. Pieniądze można wpłacać na konto Stowarzyszenie Rodzina w Ciechanowcu z dopiskiem
Rodzina Państwa Karolewskich– nr konta:
48 8749 0006 0000 7719 2000 0230
Można wpłacać gotówkę lub dokonać odpisu 1,5 % podatku za rok 2025 podając numer KRS 0000083534 Stowarzyszenie Rodzina w Ciechanowcu.
Dziękujemy za okazane serce, pomoc i empatię.
Eugeniusz Święcki Burmistrz Ciechanowca , Cecylia Szmurło Prezes Stowarzyszenia Rodzina w Ciechanowcu.”