10 lat więzienia za zabójstwo sąsiada. Poszło o drzewa na miedzy

2026-02-25 6:34

Sąd Apelacyjny w Białymstoku nie miał litości dla 70-letniego mieszkańca Czartajewa. Mężczyzna prawomocnie usłyszał wyrok 10 lat pozbawienia wolności za brutalne zabójstwo starszego o dekadę sąsiada. Linia obrony, sugerująca działanie w afekcie i obronie własnej przed atakiem piłą mechaniczną, została obalona przez twarde dowody. Tłem tej tragedii był wieloletni konflikt o granice działki.

Donald Trump eskaluje nap.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Drewniany młotek sędziowski spoczywa na owalnej podstawie, umieszczony po prawej stronie błyszczącego, brązowego stołu o gładkiej powierzchni. Obok młotka leży jego rączka, skierowana w prawą stronę. W tle, rozmyte krzesła z ciemnymi oparciami ustawione są wokół stołu, a za nimi widoczna jest jasna ściana.

Prawomocny wyrok za sąsiedzką zbrodnię

We wtorek białostocki Sąd Apelacyjny zamknął sprawę tragedii, która wstrząsnęła mieszkańcami Czartajewa w marcu 2023 roku. Wymiar sprawiedliwości prawomocnie skazał 70-latka na dekadę za kratami za pozbawienie życia 80-letniego sąsiada. Sędziowie odrzucili wersję o obronie koniecznej.

Makabrycznego odkrycia dokonał przypadkowy przechodzień wracający z pola. Ciało seniora leżało w lesie, a tuż obok znajdowała się piła spalinowa. Choć początkowo sceneria sugerowała nieszczęśliwy wypadek przy wycince, biegli medycy szybko ustalili, że obrażenia powstały w wyniku brutalnego pobicia twardym narzędziem. Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku odtworzyli przebieg wydarzeń: ofiara poszła do lasu wyciąć sporne drzewo, co zauważył oskarżony. To właśnie roślina na granicy działek stała się zarzewiem konfliktu, który po latach zakończył się rozlewem krwi.

Ograniczona poczytalność i linia obrony

Śledczy postawili 70-latkowi zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim. Biegli psychiatrzy ocenili, że w momencie ataku sprawca miał znacznie ograniczoną poczytalność wywołaną silnym wzburzeniem, jednak nie na tyle, by uniknąć odpowiedzialności karnej. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Przed sądem próbował przekonywać, że to on stał się celem ataku piłą spalinową i chwycił za kij jedynie w obronie własnego życia. Zapewniał również, że gdy odchodził, poszkodowany stał o własnych siłach.

Sąd pierwszej instancji uznał te wyjaśnienia za niewiarygodne. Oprócz kary więzienia, zasądzono od sprawcy zadośćuczynienie w wysokości 100 tysięcy złotych na rzecz syna zmarłego. Prokuratura, mimo wcześniejszego wniosku o 15 lat izolacji, zaakceptowała niższy wyrok. Apelację wniosła jedynie obrona, walcząc o uniewinnienie.

Piła była wyłączona

Argumenty obrońców nie przekonały Sądu Apelacyjnego. Sędzia Janusz Sulima punktował słabości w wersji oskarżonego, wskazując na kluczowy dowód: zdjęcia z miejsca zbrodni. Uwieczniono na nich piłę z wyłącznikiem ustawionym w pozycji „0”, co jednoznacznie przeczy tezie o bezpośrednim zagrożeniu życia. Podważono też logikę działania sprawcy – w konfrontacji z uruchomioną piłą mechaniczną naturalnym odruchem człowieka jest ucieczka, a nie podjęcie walki wręcz.

Sąd odwoławczy w pełni poparł ustalenia niższej instancji, uznając karę za współmierną do winy i szkodliwości społecznej czynu. Nie znaleziono podstaw do nadzwyczajnego złagodzenia wyroku ani zmiany kwalifikacji czynu. Tragiczny finał sporu o miedzę stał się faktem, a wyrok jest już prawomocny.