Zabił matkę i ustawił zdjęcie zwłok na "profilowe". Policja wiedziała, kim jest. "Nic nie zrobili"

2026-02-13 20:46

31-letni mężczyzna w Bielsku Podlaskim zamordował własną matkę, a później ustawił sobie fotografię jej zakrwawionych zwłok na zdjęcie profilowe w mediach społecznościowych. Zanim materiały zniknęły z sieci, minęła ponad doba. Jak się okazuje, sprawca jest dobrze znany organom ścigania, bo wielokrotnie wpadał w ręce funkcjonariuszy. Za każdym razem był jednak ostatecznie wypuszczany na wolność. Nie pomógł też pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Czy musiało dojść do tragedii, by zajęto się jego przypadkiem na poważnie? Ta historia pokazuje ogromne luki w polskim systemie prawnym.

Zdjęcie zakrwawionych zwłok kobiety pojawiło się w popularnym serwisie społecznościowym w piątek, 9 stycznia 2026 roku, tuż przed godziną 9:00 rano. Widać na nim kobietę w średnim wieku, ubraną w białą koszulkę, która jest częściowo ubrudzona czerwienią. Na jej plecach leży nóż, a ona jest zwrócona twarzą do podłogi. Ciało ofiary znajduje się w kałuży krwi. Szokujący widok fotografii, którą 31-letni mężczyzna ustawił na swoje zdjęcie profilowe na Facebooku, zszokował wielu użytkowników tego portalu. Mnóstwo ludzi zgłaszało post, wyrażało swoje oburzenie, ale początkowo administratorzy niezupełnie się tym przejęli. Najpierw nałożono na zdjęcie tylko cenzurę, którą można było łatwo odblokować, zaznaczając, że jest się osobą pełnoletnią i nie przeszkadza nam drastyczny widok. Dopiero po ponad dwudziestu czterech godzinach zdjęcie zniknęło z internetu, a właściwie jedynie z tego serwisu, bo – jak wiemy – w internecie nic nie ginie, natomiast zdjęcie zmasakrowanej kobiety do dziś krąży w niektórych portalach, publikowane przez użytkowników. My, z uwagi na drastyczność tego materiału, nie będziemy go tutaj pokazywać.

Czytaj także:  Zabójstwo Elżbiety obudziło demony. Mieszkańcy Bielska Podlaskiego w strachu! „Boję się wyjść z mieszkania”

Szybko okazało się, że publicznie udostępniona fotografia nie jest głupim żartem, nie był to też wytwór sztucznej inteligencji albo zdjęcie archiwalne zaczerpnięte z czeluści internetu. 31-latek, który wrzucił je do sieci, dopuścił się faktycznej zbrodni na własnej matce, 67-letniej kobiecie. Udało się to ustalić dzięki interwencji sąsiadek ofiary, które zobaczyły wpis na profilu syna poszkodowanej i rozpoznały swoją koleżankę. Próbowały nawiązać z nią kontakt, ale ta nie odpowiadała, więc natychmiast wezwały odpowiednie służby. Wykonały telefon do dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim, gdzie rozegrał się dramat, a on bez zawahania zdecydował o wysłaniu na miejsce patrolu funkcjonariuszy.

Młodszy inspektor Tomasz Krupa z podlaskiej policji powiedział w rozmowie z portalem TVN24, że w jednym z mieszkań w Bielsku Podlaskim znaleziono ciało kobiety. Te informacje potwierdził również prokurator Adam Naumczuk z Prokuratury Rejonowej w tym samym mieście. Tuż po dokonaniu makabrycznego odkrycia zatrzymany został syn ofiary, 31-letni mężczyzna, którego znaleziono poza mieszkaniem – w rejonie sąsiedniej klatki schodowej.

Podczas przesłuchania, które odbyło się w sobotę, 10 stycznia 2026 roku, podejrzany zachowywał się bardzo dziwnie. Był przepytywany dwukrotnie, zarówno przez policję, jak i prokuratora. Za pierwszym razem wypowiadał się nieskładnie i nielogicznie, twierdził też, że nie wie jak zdjęcie zamordowanej matki znalazło się na jego profilu w mediach społecznościowych. Przy drugim przesłuchaniu zaprzeczył, jakoby miał cokolwiek wspólnego z jej śmiercią. Nie przyznał się do winy, twierdził, że nie było go w mieszkaniu i nie wie, co przytrafiło się kobiecie.

Sąd, na wniosek prokuratury, zastosował wobec mężczyzny środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Zgodnie z ustaleniami śledczych, 31-latek w przeszłości leczył się psychiatrycznie i miał zdiagnozowaną chorobę psychiczną. W momencie zatrzymania znaleziono przy nim narkotyki, a jego ubranie było ubrudzone krwią. W związku z tym wszystkim zdecydowano, że areszt będzie odbywał się w szpitalu psychiatrycznym. Mężczyzna usłyszał zarzuty zabójstwa oraz posiadania substancji odurzających.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część tekstu znajduje się pod nią.

Zabił matkę i ustawił zdjęcie zwłok na "profilowe". Policja wiedziała, kim jest. "Nic nie zrobili"

Tymczasem mieszkańcy bloku przy ulicy Mickiewicza w Bielsku Podlaskim są zszokowani tym, co się stało. W rozmowie z dziennikarzami „Super Expressu” mówią, że dobrze znali panią Elżbietę, która została zamordowana. Kobieta zajmowała mieszkanie na parterze. – To jakaś przeklęta klatka schodowa. Krew wsiąkła w ściany i już nic jej nie zmyje – powiedziała poruszona pani Łucja. – To była taka spokojna kobieta, zawsze się uśmiechała, nikomu nie wadziła – dodawała seniorka.

Zobacz więcej: Pokój Zbrodni

To nie pierwszy raz, kiedy w tym bloku dochodzi do zbrodni. Mieszkanka wspomina, że znała również małżeństwo, które zostało tam zamordowane prawie 30 lat temu. – W sumie były trzy ofiary, ja tego nie pojmuję – wspomina pani Łucja. Chodzi o zdarzenie z 1997 roku, kiedy na drugim piętrze bloku, dokładnie nad mieszkaniem świętej pamięci Elżbiety, starsze małżeństwo straciło życie w wyniku napadu rabunkowego. Jak ustalił „Super Express”, para była wówczas znana w okolicy, handlowali złotem. Ktoś przyszedł wtedy do nich pod pretekstem interesów. W rzeczywistości sprawcy chcieli się wzbogacić: używając noża, maltretowali pokrzywdzonych, a na koniec ich udusili. – Podobno zadali im po kilkanaście ciosów, krew była wszędzie – wspominała mieszkanka w rozmowie z dziennikarzami. Reporterzy precyzują, że szokujące wydarzenia rozegrały się 24 października 1997 roku, a wspominanymi rabusiami byli Polak i Białorusin.

- Małżonkowie byli podejrzliwi, nie prowadzili interesów z nieznajomymi. Ale otworzyli drzwi, bo umówiła ich kobieta, którą dobrze znali od lat. Starsi państwo zostali zmasakrowani metalowym prętem i uduszeni kablem. Mordercy zabrali pół kilograma złotej biżuterii i 500 dolarów. Białorusin został skazany na 17 lat więzienia, Polak dostał 25 lat, a kobieta 15 lat za podżeganie do zabójstwa – opisywał na swoich łamach „Super Express”. - Wtedy myślałam, że gorzej już być nie może. A jednak mogło – mówi dziś pani Łucja. - Dwie różne historie, ta sama klatka schodowa. Jedni zabici dla złota, Elżbieta przez własne dziecko. Jak tu spokojnie spać? Ja się boję wychodzić z mieszkania. Przeklęte, po prostu przeklęte miejsce – dodaje kobieta, która mocno przeżyła oba te tragiczne wydarzenie. Trudno zresztą się jej dziwić, z uwagi na te wszystkie okoliczności.

A co dalej z 31-latkiem, który zabił swoją matkę? Jak się okazuje, sprawa ma także drugie dno, obnażające luki w polskim systemie prawnym. Prokurator Adam Naumczuk stwierdził bowiem przed kamerą TVN-u, że podejrzany mężczyzna był w przeszłości już trzykrotnie zatrzymywany w związku z posiadaniem narkotyków. Funkcjonariusze rozkładają jednak ręce, ponieważ za każdym razem 31-latek był ostatecznie wypuszczany na wolność, a to z uwagi na opinie biegłych, które w sądowych procesach wskazywały na niepoczytalność mężczyzny. Śledztwa umarzano, potem podejrzany znowu wpadał w ręce mundurowych, i historia się powtarzała. Coś niebywałego.

To nie wszystko, bo już w 2020 roku sąsiedzi zauważyli, że syn może znęcać się nad matką. Nie udawali, że tego nie widzą, wręcz przeciwnie: postanowili czynnie się temu sprzeciwić i zainterweniować. Złożono oficjalne zgłoszenie na policję, któremu wnikliwie przyglądali się funkcjonariusze. Zeznawała także sama pokrzywdzona. Dziennikarze opisują, że agresor trafił wówczas do szpitala psychiatrycznego, w którym spędził około trzy lata. Kiedy eksperci uznali, że przeszedł stosowną rekonwalescencję, postanowiono go wypuścić. W rekomendacjach zastrzeżono jednocześnie, że 31-latek musi uczęszczać na terapię i w ten sposób kontynuować leczenie. Nie wiadomo, czy mężczyzna stosował się do tych zaleceń. Wiadomo natomiast, że pozostawał na wolności od 2023 roku i niewykluczone, że wciąż uprzykrzał się matce.

Czy musiało dojść do tragedii, by jego sprawą zajęto się na poważnie? Czy brutalne morderstwo 67-letniej kobiety sprawi, że tym razem mężczyzna na dobre znajdzie się w zamknięciu? Wszystko wskazuje na to, że aktualne śledztwo zmierza w kierunku ponownego uznania go za osobę niepoczytalną. To oznaczałoby, że oprawca trafi do zamkniętego zakładu leczniczego, mimo że w normalnej sytuacji za zabójstwo groziłoby mu dożywotnie więzienie. Pozostaje mieć nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy, by uznać, że po zakończeniu terapii może zostać wpuszczony między ludzi, choć oczywiście oficjalna decyzja co do wymiaru kary jeszcze nie zapadła.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Źródło: Zabił matkę i ustawił zdjęcie zwłok na "profilowe". Policja wiedziała, kim jest. "Nic nie zrobili"