Przejechał psa po 11 godzinach służby. Sąd skazał strażnika granicznego

2026-10-13 16:33

Sąd Okręgowy w Białymstoku wydał prawomocny wyrok w sprawie byłego sierżanta Straży Granicznej, Bartłomieja M. Mężczyzna został uznany za winnego potrącenia psa podczas pełnienia obowiązków. Chociaż zdarzenie miało miejsce na pasie drogi granicznej, a nie publicznej, sędziowie uznali, że kierowca powinien był uniknąć potrącenia zwierzęcia.

Oskarżony były strażnik graniczny z zasłoniętą twarzą siedzi w ławie sądowej. O wyroku sądu przeczytasz na Eska Białystok.
Autor: Kardasz Adam / Super Express Dramat pogranicznika z Podlasia. Wyleciał ze służby, bo potrącił psa. "To był nieszczęśliwy wypadek!"

Sąd Okręgowy w Białymstoku zdecydował o utrzymaniu wyroku dla byłego sierżanta Straży Granicznej, Bartłomieja M., który został skazany na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz 3 tys. zł nawiązki. Według sądu mężczyzna miał szansę na uniknięcie zderzenia z psem. Z kolei skazany tłumaczy swoje zachowanie ogromnym zmęczeniem po długotrwałej służbie. Mężczyzna nie zgadza się z decyzją i rozważa podjęcie kolejnych kroków prawnych.

Do tragicznego zdarzenia doszło, gdy 30-letni Bartłomiej M. wracał po 11 godzinach patrolu w ciężkiej, terenowej Toyocie. Funkcjonariusz najechał na psa biegnącego w stronę pojazdu. Tłumaczył, że kolor zwierzęcia przypominał barwę drogi, co sprawiło, że był niewidoczny. Na nagraniu z incydentu brakuje jakichkolwiek manewrów obronnych z jego strony, co sugeruje, że nie widział zagrożenia. Co więcej, jadący z nim żołnierz nie poinformował go o psie, a po zdarzeniu oskarżył o umyślne działanie krzycząc: „Coś ty zrobił?!”. Bartłomiej M. był przekonany, że przejechał po korzeniu lub kamieniu.

W pierwszej instancji Sąd Rejonowy w Sokółce orzekł wobec kierowcy karę pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz nawiązkę na rzecz ochrony zwierząt. Orzeczenie to zostało podtrzymane przez białostocki Sąd Okręgowy. Sędziowie orzekli, że funkcjonariusz miał możliwość zahamowania przed psem. Skrajne zmęczenie wielogodzinną służbą w trudnych warunkach, obejmującą m.in. odpieranie ataków kamieniami i butelkami, nie zostało uznane za wystarczające wytłumaczenie wypadku.

Były strażnik stanowczo odrzuca oskarżenia. Uważa, że żołnierz, który był świadkiem zdarzenia, miał obowiązek poinformować go o psie na drodze, zanim zgłosił sprawę organizacjom broniącym praw zwierząt.

– Boli mnie, że skazano mnie za znęcanie się nad zwierzętami i dano wiarę żołnierzowi, który twierdził, że widział psa i był pewny, że ja też. Dlaczego nie powiedział ani słowem, że ten psiak biegnie w naszą stronę? Dopiero potem zaczął składać meldunki i powiadomił organizacje prozwierzęce. A wtedy już nikt nie chciał słuchać moich racji. Rozumiem miłośników zwierząt, ale widzę że często patrzą bardzo jednostronnie. Zrobili ze mnie sadystę, którym nie jestem!

Były sierżant podkreśla, że bardzo cenił swoją pracę. Zwraca uwagę, że po wyczerpujących zmianach wracał do dzieci, a nieszczęśliwe potrącenie psa było wynikiem zmęczenia.

– Byłem wtedy przemęczony. Po 11 godzinach służby zostałem skierowany na ten odcinek w sytuacji alarmowej, bo tuż obok była próba nielegalnego przekroczenia granicy. Może i mogłem zobaczyć tego psa, ale naprawdę go nie widziałem – mówi z żalem były sierżant SG.

– Czy ktoś wnikał w to, że po nocnych patrolach wracałem do domu, gdzie czekają na mnie małe dzieci, przy którym nie zawsze można się wyspać. O to mnie nikt nie pytał. Nikt też nie pamiętał, że byłem dobrym, nagradzanym funkcjonariuszem. Jest mi bardzo przykro, że pies zginął, ale to był wypadek! Chwila nieuwagi wynikła z przeładowania zadaniami i zmęczenia, a nie z chęci znęcania się. Ten wyrok przekreśla moja szanse na powrót do służby, która jest dla mnie ważna. Nie zgadzam się z tym wyrokiem, muszę przemyśleć, co teraz mogę jeszcze zrobić – mówi były sierżant.

Granica z Białorusią nie do przejścia? Straż Graniczna mówi o 100-procentowej skuteczności

ROLKI