Spis treści
Gryzący dym obudził ich w środku nocy
Pożar wybuchł w nocy z poniedziałku na wtorek, 21 kwietnia, gdy domownicy głęboko spali. Zagrożenie jako pierwsze zauważyły dziewczynki: 13-letnia Gabrysia i 7-letnia Ania, które wybudził gryzący dym. Ich natychmiastowa reakcja ocaliła bliskich.
40-letni Rafał natychmiast zbiegł na dół, jednak parter był już objęty gęstym dymem i płomieniami. W budynku zabrakło prądu. Mężczyzna po omacku wrócił na piętro. Kiedy uchylił drzwi do pokoju, z którego planował ewakuację na trawę, uderzyła w niego fala ognia, powodując błyskawiczne oparzenia twarzy, rąk i nóg.
– Ostatnią drogą ucieczki było okno naszej sypialni, choć pod spodem były betonowe płytki – wspomina Rafał.
Dramatyczny skok z okna w Topolanach
Mimo oparzeń, Rafał zdołał jeszcze z parapetu zadzwonić na numer alarmowy 112.
– Chciałem, żeby wiedzieli, że skaczemy. Żeby wiedzieli, gdzie nas szukać, jeśli nam się nie uda – mówi. Jako pierwsza skoczyła Gabrysia (13 l). Widząc, jak dziewczynka upada na twarde podłoże, Rafał zrozumiał, że musi działać inaczej. Skoczył, by łapać resztę bliskich.
Jako pierwsza z okna wyskoczyła 13-letnia Gabrysia. Widząc, że córka upada na beton, ojciec zdecydował się skoczyć na dół, by łapać pozostałych członków rodziny.
Natalia, matka dzieci, podawała mężowi kolejne pociechy: 5-letniego Kubę, 7-letnią Anię, 9-letniego Krzysztofa i 11-letnią Judytę. Gdy pomagała ostatniemu dziecku, ogień zaczął już parzyć jej plecy. Dopiero gdy sama zeskoczyła w ramiona męża, poczuli się bezpiecznie.
Strażacy mówią o cudzie pożaru w Topolanach
Stali na zewnątrz w mrozie, w samych piżamach. Rafał miał na sobie tylko bieliznę i bolesne oparzenia. Razem obserwowali, jak ogień trawi ich wymarzony dom. Strażacy, widząc skalę żywiołu, byli pod wrażeniem, że nikomu nic się nie stało.
„To cud że wszyscy wyszliście z tego cało!”
Tydzień po tragedii reporter "Super Expressu" spotkał się z rodziną. Rafał właśnie wyszedł ze szpitala. Mimo utraty majątku, nie tracą pogody ducha, ciesząc się, że wszyscy żyją i wracają do zdrowia.
Historia Kondraciuków to opowieść o sile rodziny. Mimo rad innych, pobrali się jeszcze na studiach, uznając, że relacje są ważniejsze niż dobra materialne. Rafał, jako pedagog i terapeuta, zawsze wspierał innych, a Natalia dbała o dom. Wspólnie pokonali już chorobę onkologiczną jednego z dzieci, więc wierzą, że poradzą sobie i z tą tragedią.
– Wyszliśmy z ognia z niczym. Nawet ubrania, które mamy na sobie, podarowali nam cudowni lekarze i pielęgniarki ze szpitala USK w Białymstoku – mówią.
Zbiórka dla rodziny Kondraciuków
Chociaż stracili dach nad głową i wszystkie pamiątki, ich więź pozostała silna. Obecnie nie mają nic materialnego, ale cieszą się tym, co najważniejsze – sobą nawzajem. Zorganizowano zbiórkę internetową, by wesprzeć pogorzelców.
Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/edv3hf.