Nad rodziną z podlaskich Bociek ciąży potworne fatum. W niedzielę 16 sierpnia 2026 roku 47-latek przeżył powrót największego koszmaru. Wykonując obowiązki gospodarcze, wsiadł za kierownicę masywnego auta terenowego z doczepioną przyczepą. Kiedy rozpoczął manewr cofania, usłyszał przeraźliwy wrzask. Okazało się, że pod kołami maszyny znalazł się jego czteroletni potomek.
Trzy lata wcześniej ten sam mężczyzna doprowadził do śmiertelnego potrącenia swojego dziesięciomiesięcznego synka. Niezwłocznie wezwano na miejsce załogę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Poszkodowane dziecko błyskawicznie przetransportowano śmigłowcem do placówki medycznej w Białymstoku.
Lekarze po przeprowadzeniu szczegółowej diagnostyki ustalili, że maluch nie doznał krytycznych obrażeń, a jego sytuacja zdrowotna uległa ustabilizowaniu. Śledczy postawili 47-latkowi zarzuty narażenia syna na niebezpieczeństwo utraty życia, a on sam przyznał się do winy. Dla lokalnej społeczności oraz bliskich ta sytuacja to bolesne przypomnienie dawnych dramatów.
Chłopiec przyjechał do nas w stanie stabilnym dobrym i nie było konieczności przeprowadzania operacji. W środę, 19 sierpnia został wypisany do domu - przekazała nam prof. dr hab. Ewa Matuszczak z białostockiej placówki.
Jak informuje dziennik „Super Express", 26 sierpnia 2023 roku na tym samym terenie doszło do identycznego w skutkach zdarzenia. Wówczas kierujący tym samym pojazdem najechał na dziesięciomiesięczne niemowlę, które niepostrzeżenie wyszło z domu. Sąd wymierzył mu karę w wysokości dwóch tysięcy złotych grzywny, argumentując, że dożywotnie brzemię winy jest dla niego wystarczająco dotkliwą konsekwencją.
W tle tego zdarzenia pojawia się jeszcze jeden wstrząsający wątek. Zrozpaczony ojciec po stracie niemowlęcia nawiązał bliską relację z kobietą, która w pełni rozumiała jego niewyobrażalne cierpienie oraz dojmujące poczucie odpowiedzialności. Okazało się, że partnerka w przeszłości doświadczyła identycznego piekła.
W lutym 2023 roku nowa partnerka mężczyzny doprowadziła do fatalnego w skutkach zdarzenia. Usiadła za kierownicą w stanie nietrzeźwości i spowodowała katastrofę drogową, w wyniku której tragiczną śmierć poniósł jej malutki syn o imieniu Krystian.
Wymiar sprawiedliwości prawomocnie skazał matkę na bezwzględne pozbawienie wolności za spowodowanie tej tragedii. Dwoje poturbowanych przez życie ludzi naznaczonych winą za nieumyślną śmierć własnych dzieci postanowiło poszukać u siebie wsparcia i wspólnie przepracować traumatyczne błędy przeszłości.
Nad tą rodziną wisi chyba jakaś klątwa. Ogromna tragedia, którą trudno opisać słowami. Sama kiedyś prowadziłam gospodarstwo i wiem, jak łatwo może dojść do dramatu. Bardzo przykra sprawa - powiedziała naszemu dziennikarzowi sąsiadka rodziny.
Niewyobrażalna rozpacz stała się fundamentem ich związku. Zmarły Krystian oraz dziesięciomiesięczny synek 47-latka spoczywają obecnie obok siebie na tym samym cmentarzu. Rodzice robili wszystko, by zostawić za sobą przeszłość i odbudować życie, jednak kolejny wypadek na podwórku brutalnie przerwał ten proces. Szczęśliwie tym razem czteroletni chłopiec ocalał.
Otoczenie zadaje sobie dzisiaj dramatyczne pytanie, czy limit potwornych nieszczęść u tej pary został już ostatecznie wyczerpany.